piątek, 18 sierpnia 2017

R.K. Lilley ,,Uziemieni'' - Recenzja książki

Dzień dobry!

Po raz pierwszy od dawna poczułam urok wczesnego wstawania i oglądania tego jak świat budzi się do życia. Powiem Wam, że wspaniałe uczucie wtedy ogarnia człowieka, zatem polecam wczesne pobudki :) A tym razem opowiem Wam co nieco o zwieńczeniu serii, której bohaterowie poznali się w przestworzach...





,,Uziemieni''

           Kategoria: Romans, erotyka
            Seria: W przestworzach (tom III)
Wydawnictwo: Editio
           Data wydania: maj 2017
      Autor: R.K. Lilley
                          Cena okładkowa: 39,90 złoty





Zarys fabuły:

 Trzecia część bestsellerowej trylogii, opowiadającej o namiętnej miłości Jamesa i Bianki!

Choć dzieli ich wszystko, nie mogą oprzeć się wzajemnemu przyciąganiu. On — bogaty, inteligentny i władczy mężczyzna z trudną przeszłością i magnetycznym spojrzeniem. Ona — chłodna i wyniosła stewardessa, skrycie marząca o miłości. Poznają się w trakcie lotu. On wprowadzi ją w pociągający świat dominacji i ekstazy, ona pokaże mu, czym jest prawdziwa miłość.
Historia Jamesa i Bianki zmierza w stronę burzliwego zakończenia.

Bianca nie jest w stanie zaprzeczyć swoim uczuciom. James zdał sobie sprawę, że Bianca jest dla niego najcenniejsza. Dziewczyna decyduje się zamieszkać z zabójczo przystojnym i magnetycznym miliarderem, chociaż przeczucia mówią jej, że niebezpieczeństwo jeszcze nie zostało zażegnane... Bianca nie może pozbyć się przeczucia, że czyha na nią niebezpieczeństwo. Przyszłość jest mglista i pełna niewiadomych, a przeszłość kochanków nie daje o sobie zapomnieć.
Jak będą wyglądały ich pierwsze wspólne kroki w chmurach i jak zakończy się ich gorący, podniebny romans? Zatrać się w namiętności, strachu i mrocznych sekretach. Poznaj finał niebiańskiej miłości i pozwól zabrać się na ostatni lot!

źródło opisu: http://helion.pl/ksiazki/uziemieni-r-k-lilley,uziemi.htm
 

***

Po literaturę erotyczną sięgam rzadko, ponieważ jest ona dla mnie tylko i wyłącznie formą odpoczynku i uwolnienia umysłu od głębszego myślenia. Z takim też założeniem podeszłam do ,,Uziemionych'', więc nie oczekiwałam zbyt wiele o tej powieści.
Znów wracamy do rzeczywistości pięknej stewardessy i obserwujemy rozwój jej związku z Jamesem. Na jaw wychodzą kolejne brudy z jego przeszłości, a Bianca zostaje wrzucona w ten wir i nie wiadomo czy poradzi sobie z taką dawką informacji. 
Jak w dwóch poprzednich tomach to Bianca denerwowała mnie najbardziej, tak tym razem muszę przyznać, ze James objął prowadzenie. Tak apodyktycznego i władczego mężczyzny nie spotkacie w żadnej innej książce, a Grey przy nim wymięka. Momentami miałam ochotę rzucić książkę w kąt albo przekartkować strony gdzie tylko on się pojawiał. Oczywiście były momenty kiedy okazywał wiele czułości i troskliwości Biance co mnie nieco uspokajało. Co mogę zaliczyć na plus to w tym tomie możemy bliżej poznać relację łączącą Stephana z Biancą. Pojawiają się retrospekcje z przeszłości. Widać jak silna więź łączy tę dwójkę i jak wiele są w stanie dla siebie poświęcić. Prawdziwa damsko-męska przyjaźń.





Coś co również mnie się bardzo podobało to wątek z podróżą do Japonii. Autorka ze szczegółami opisała miejsca gdzie byli nasi bohaterowie, nie szczędząc tam pikantnych szczegółów. 
Lekkie pióro R.K. Lilley sprawia, że książkę połykamy w mgnieniu oka, a ostatnie strony jeszcze szybciej. Były momenty napięcia, były momenty wzruszenia. Podsumowując, mogę Wam tą serię polecić jako doskonałe oderwanie się od rzeczywistości. Przebrnęłam przez kilka powieści erotycznych, które coraz to częściej możemy oglądać na naszym polski rynku i ,,W przestworzach'' jest jedna z lepszych choć co warto zaznaczyć, nie należy mieć wygórowanych oczekiwań wobec tych książek. Nie mniej jednak, miłe czytadło.


Zakochałem się najpierw w twoich oczach, gdyż dostrzegłem w ich głębi drugą połowę swojej własnej duszy.


Czytaliście poprzednie części serii ,,W przestworzach''? A może lubicie inne książki z literatury erotycznej? 
Zapraszam serdecznie na recenzje dwóch poprzednich tomów:

Tom I 



Zaczytanego dnia!

Wasza Adaline

wtorek, 15 sierpnia 2017

Magdalena Witkiewicz ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie'' - Recenzja książki

Kochani!

Wakacje nieodłącznie kojarzą nam się z ciepłym klimatem, słońcem i piaskiem pod palcami. Ale to nie są jedyne oznaki trwającego lata. Ta pora roku obfituje w przepyszne owoce, wszelakich kolorów, które ozdabiają nasze stoły i zachwycają podniebienia. Uwielbiam wiśnie, maliny oraz dojrzewające w słońcu czereśnie. I dzisiaj właśnie opowiem Wam co nieco o tym dlaczego czereśnie muszą chodzić parami. Zapraszam!





,,Czereśnie zawsze muszą być dwie''

Kategoria: Literatura polska, powieść obyczajowa
Seria: --
Wydawnictwo: Filia
           Data wydania: 10 maja 2017
          Autor: Magdalena Witkiewicz
                    Cena okładkowa: 36,90 złoty





Opis książki:

 Drzewo czereśni potrzebuje
innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce.
Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.

Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens.

Powieść o przeszłości zaklętej w każdym dniu i o darach, które otrzymujemy od losu, jeśli patrzymy także sercem…

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz to historia o tym, że nawet najbardziej niepozorna decyzja wpływa na nasze życie, a przeszłość zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości. 

 źródło: lubimyczytac 


***

Niejednokrotnie podkreślałam to w recenzji pierwszej książki tej autorki, którą miałam przyjemność przeczytać, ale nie omieszkam wspomnieć o tym również tutaj. Magdalena Witkiewicz czaruje słowem i tworzy opowieść rodem usnutą przez miłą, starszą kobietę, która opowiada nam jak los splótł dwójkę ludzi, w jaki sposób zmieniło to ich życie. Tym razem historia została zamknięta w starej willi, którą wynajmuje młoda, zagubiona w swoim życiu kobieta Zosia Krasnopolska. Jest to bohaterka, której w szkole śmiało można było podpisać miano ,,kujona''. Zawsze słuchała rodziców, była grzeczną dziewczyną z ambicjami. Pewnego dnia jednak pewne wydarzenia zaprowadzą ją do domu pani Stefanii i wtedy nasza opowieść nabiera tempa. Starsza kobieta staje się najlepszą przyjaciółką dziewczyny, a zarazem jej spowiednikiem. Spędzają ze sobą wiele czasu i każda wolna chwila jest dla nich przyjemnością. Dlatego dziewczyna postanawia po śmierci kobiety wyremontować starą willę i zasnuć się w miasteczku z dala od ciągnącej się przeszłości. Nie wie jednak ile tajemnic skrywa za sobą oraz jak wielka miłość została pogrzebana za jej murami.
Po raz kolejny Pani Magda udowadnia, że polska scena pisarska pod względem książek obyczajowych ma się wręcz kapitalnie. ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie'' to lekka lektura, którą przeczytamy w mig, ale wspomnienia i rozważania jakie towarzyszą nam podczas czytania pozostają z nami aż do samego końca. Do bohaterów z początku trudno jest się przywiązać, bo każde z nich jest nieodgadnione, ale im dalej brniemy w książkę tym coraz ciężej znosimy szczuplejącą ilość stron. Z Zosią utożsamiam się w wielu aspektach i naprawdę od razu zdobyła moją sympatię. Również zyskał ją później Szymon. Ujął mnie sposób w jaki autorka przedstawiła jego postać. Zdarzyło mi się uronić łzę podczas czytania rozdziału z jego retrospekcji życiowych. Mimo iż książka ma pewien schemat to tak ciepłej i romantycznej lektury nie czytałam już od dawna. Magdalena Witkiewicz w tak prostą historię wplotła bardzo istotne sprawy takie jak radzenie sobie ze śmiercią ukochanej osoby, dokonywanie złych lub dobrych wyborów. Każda osoba jaką los nam stawia na drodze ma pewien wkład w nasze życie i to właśnie pięknie zaprezentowała autorka. Ta powieść jest słodko-gorzką lekturą, bo mimo lekkiego tonu zdarzyło mi się uronić łzę i to nie jedną. Przeżywałam tę powieść przez długi czas, ale nie żałuję ani chwili poświęconej lekturze. I mam nadzieję, że to nie ostatnia książka pani Witkiewicz jaka wpadła w moje ręce.


A Wy czytaliście jakąkolwiek książkę Magdaleny Witkiewicz? Czy ,,Czereśnie...'' są już za wami? Piszcie komentarze, z przyjemnością poczytam :)

Za książkę serdecznie dziękuję mojej Mamie, która wie jak przekazać mi to co najpiękniejsze.

Życzę Wam książkoholicy dobrego, zaczytanego dnia i samych dobrych lektur do pożerania.

Wasza Adaline  

niedziela, 6 sierpnia 2017

FILMOTEKA - ,,Aż do kości'', czyli o potrzebie bycia akceptowaną

Dzień dobry kochani!

Temat zaburzeń odżywiania jest coraz to bardziej popularny, a za sprawą nowej produkcji Netflixa poznajemy go od podszewki i zaczynamy rozumieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Zatem o co chodzi?






Film przedstawia historię nastoletniej Ellen, która zmaga się z problemami odżywiania. Notorycznie się głodzi, wykonuje katorżnicze ćwiczenia, które powodują siniaki na jej plecach oraz uporczywie liczy kalorie, sprawdzając przy okazji stan swojej wagi. Dziewczyna przeszła przez wiele ośrodków oraz terapii jednak wszystkie kończył się tym samym, czyli brakiem poprawy w jej stylu życia. Dodatkowo jedyną osobą na którą może liczyć Ellen jest jej siostra, ponieważ zarówno matka jak i ojciec z macochą nie potrafią zrozumieć dziewczyny, rozdmuchują temat i rzucają jedną, tą samą radą : ''Zacznij po prostu jeść''. Niestety, nie jest to takie łatwe jak im się wydaje. Ellen trafia do ośrodka doktora Williama Beckhama, gdzie poznaje innych anorektyków. Lekarz słynie z niekonwencjonalnych metod leczenia. 
Czy dziewczynie uda się wrócić do stanu sprzed choroby? Czy odbuduje szwankujące relacje z rodziną?


 Nie mogłam jeść, i to nie z obawy przed utyciem, ale dlatego że dusił mnie ten chory, smutny świat. Wypełniał mnie i nie pozostawiał miejsca na jedzenie.- Judith Fatallah


Anoreksja jest chorobą z którą zmaga się wiele nastolatek. Pozornie każdemu z nas wydaje się, że zna tę chorobę, że przyczyny jej powstania w umyśle, bo to choroba głównie psychiczna, są oczywiste. Jednak ten film dokładnie pokazuje, że to co dotychczas wydawało nam się oczywiste, zaczyna skłaniać nas do refleksji. Produkcja bywa momentami przekoloryzowana, przedstawiona nieco bardziej jako oderwanie od rzeczywistości, ale ten film jest przede wszystkim podróżą po umyśle anorektyczki. Obserwujemy to co rodzi się w jej głowie, a miedzy wierszami możemy wyczytać co tak naprawdę jest przyczyną tego, że Ellen nie je.
,,Aż do kości'' powstał z pomocą osób z anoreksją co nadaje mu bardziej realnego charakteru. Na uznanie zasługuje tutaj Lily Collins, która stanęła na wysokości zadania, a autentyczności nadała jej nie tylko charakteryzacja, ale świetna gra aktorska. Alex Sharp jako Luke był takim jedynym, naprawdę pozytywnym akcentem tego filmu. Chłopak, którego wielką pasją jest taniec, zaczyna rozmawiać z Ellen i pomiędzy nimi rodzi się uczucie, ale nie jest to płytka relacja. Raczej coś metafizycznego. Widać również różnicę między nimi. Zmagają się pozornie z tym samym problemem, ale każde z nich jest inne. Do tego cały wątek z domem terapeutycznym. Miejscem, gdzie lekarz nie skupia się na chorobie pacjenta, a na samej jego osobie. Wyciąga z nich to co najlepsze i uczy kochać życia. 
Film jest smutny mimo dobrego zakończenia. Jest poważny i istotny dla każdego człowieka. Wydaje mi się, że każdy kto choć trochę chce zrozumieć istotę anoreksji powinien ten film obejrzeć i wyciągnąć wnioski. Naprawdę dobry film skłaniający do refleksji.


A Wy znacie ten film? Podobała Wam się Lily Collins w roli Ellen? Piszcie w komentarzach.

Życzę Wam miłego dnia

Wasza Adaline


środa, 2 sierpnia 2017

O lekturach obowiązkowych słów kilka + co sądzę o spisie lektur szkolnych według nowej podstawy programowej

Kochani książkoholicy!

Niektórzy mają je z sobą, inni właśnie napawają się okresem ich trwania, a jeszcze inni dopiero będą doświadczać ich prawdziwego smaku. Wakacje. Czas wolny, czas leniuchowania i leżenia do góry brzuchem. Przez przysłaniające promienie okulary przeciwsłoneczne, widzicie tytuł posta i myślicie: "Dziewczyno, nie masz litości?!'' Otóż ją mam i z tego miejsca przekonam Was, że ten temat nie musi nieodłącznie kojarzyć się z wizerunkiem polonistki w podeszłym wieku, dzierżącej linijkę w dłoni, nudnych lekcji języka polskiego czy koszmarnych kartkówkach z treści.




Po wakacjach wybieram się do trzeciej klasy liceum, zatem mam za sobą pewien bagaż doświadczeń związany ze szkolnymi lekturami. Przestarzałe okładki, które kryją za sobą nie zawsze ciekawą treść mogą nie jednego ucznia przyprawić o zawrót głowy. Przede wszystkim nie łudźcie się, że jak przeczytacie każdą lekturę szkolną to wyrośniecie na geniuszy, bo bazując tylko na takim zestawie, gwarancja kapitalnej przyszłości nie jest w Waszej kieszeni. Dodatkowym minusem, dla którego polski system oświaty znalazł rozwiązanie, jest kanon lektur. Dotychczas niezmienny od lat zestaw książek zamiast zachęcać młodzież do sięgnięcia po ciekawe lektury raczej budził niechęć. Do końca życia będę wdzięczna mojej polonistce z gimnazjum za to, że do standardowego kanonu, dorzucała jeszcze powieść młodzieżową bądź jakiś kryminał- zawsze było to urozmaiceniem dla ucznia i skłaniało go do dyskusji o przeczytanej książce. Czyli jak najbardziej zachęcało do czytania.
Inną sprawą są książki klasyczne dla danego gatunku. Otrzymawszy od swojej polonistki zestaw lektur obowiązkowych pokręciłam nosem i unosiłam ze zdziwieniem brwi. Wiadomo, lektury ogwiazdkowane przeczytać należy, ponieważ są one niezbędnikiem do zdania matury z tego przedmiotu. Ale okrajanie spisu do nich nie zawsze jest dobrym sposobem. ''Mistrz i Małgorzata'' jest lekturą pojawiającą się na rozszerzeniu z polskiego zatem osoby na poziomie podstawowym omijają tę lekturę szerokim łukiem. A to jest błędem, ponieważ możemy w niej odnaleźć masę motywów i nawiązań co może stanowić przykład dla maturzysty do rozprawki. Zgadza się?




Wracając jeszcze na chwilę do klasyków i lektur ogwiazdkowanych. Moją radą dla Was jest podchodzenie do tych lektur zadaniowo. Przyjemności z ich czytania czerpać nie musicie, ale jeśli wiecie, że trzeba ją przeczytać, by móc uzyskać dobrą ocenę, bądź lepszy wynik na końcowym egzaminie to nie wahajcie się i sięgnijcie. Obierzcie sobie taki cel. W moim przypadku taką książką była ''Lalka''. Podeszłam do niej czysto ''naukowo'', a ostatecznie zyskała miano jeden z moich ulubionych lektur. Inną kwestią są audiobooki czy ekranizacje, choć te ostatnie nie zawsze gwarantują dobre zapoznanie się z lekturą. Ale audiobook- jak najbardziej, a przyjemny głos lektora może pomóc w przyswojeniu treści.




Świetnym odpoczynkiem od zawiłego języka i przydługich opisów mogą być propozycje lektur książkowych jakie moglibyśmy przeczytać w wakacje bądź  w długie weekendy. Kto z Was zagląda do swoich podręczników z polskiego? Wiele z nich podaje propozycje kilku książek jakie można przeczytać, a które poruszają konkretny problem jaki można rozważać. A to powieści bardzo często wciągają do ostatnich stron. Choćby odnalezione przeze mnie ''Wichrowe wzgórza'' jako książka z nieszczęśliwą miłością.


Nowa reforma oświaty- TAK czy NIE?


Poruszę tutaj tylko kwestię lektur szkolnych. I tutaj jestem zdecydowanie na TAK. Lista jest zróżnicowana i zawiera wiele książek, które zachęcą młodzież do sięgnięcia po nie. Przede wszystkim znajdziemy tam zarówno książki starsze jak i nowsze. Tym samym nie jesteśmy zasypani ciężkimi w odbiorze starszymi lekturami, ale mamy również okazję odsapnąć od trudów języka. Czyli to o co nam najbardziej chodzi.




Są wśród książkoholików i czytelników zwolennicy jak i przeciwnicy lektur. Inni czytają każdą lekturę, a jeszcze inni oglądają każdą ekranizację. Ile ludzi tyle sposobów. Ale pamiętajcie przede wszystkim, że czytacie dla siebie samych. A jeśli nie przypada Wam do gustu język to podejdźcie do lektury jak do celu jaki należy osiągnąć, by pozyskać pewne korzyści. Kto wie, może pośród tylu ksiazek znajdziecie taką, która zostanie z Wami na całe życie?


Zaczytanego dnia!

Wasza Adaline