sobota, 21 stycznia 2017

FILMOTEKA- ,,Jestem mordercą'' - Recenzja filmowa

Są takie filmy po których człowiek wychodzi z kina i momentalnie zapomina o całej historii. Bo dla niego wszystko zamyka się w czterech ścianach z dużym ekranem na przodzie. Ale są takie produkcje, o których nie da się zapomnieć. Które wżerają się w ludzką psychikę, tworząc paskudne obrazy, wbrew samemu sobie zmuszają nas do myślenia i zastanowienia się nad wieloma kwestiami oraz przede wszystkim- przerażają dogłębnie kiedy zdajemy sobie sprawę, że to co widzieliśmy na ekranie miało swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.







Film Macieja Pieprzycy to historia najsłynniejszego zabójcy za czasów PRL-u. Młody milicjant, Janusz Jasiński, 21 września 1972 roku otrzymuje zlecenie- ma dowodzić grupie w celu złapania seryjnego mordercy zwanego wampirem, który brutalnie morduje kobiety. W tym miejscu zaczyna się szalona pogoń za człowiekiem odpowiedzialnym za te przestępstwa, a sprawa nabiera tempa kiedy zostaje zamordowana siostrzenica I Sekretarza. Anonimowe listy, zeznania- wszystko to ma doprowadzić Jasińskiego do mordercy, a porucznik zamierza wykorzystać daną mu szansę i wykonać zlecenie w pełni. Czy mu się to uda?

***

Zanim ktokolwiek z nas wybierze się do kina czy obejrzy tą produkcję w zaciszu domowego ogniska to przede wszystkim warto zwrócić uwagę na aspekty historyczne. Sprawa toczona przed laty w naszym kraju wciąż budzi u wielu ludzi wątpliwości, który rodzą się z dnia na dzień coraz intensywniej zwłaszcza z racji wypuszczenia tego filmu do polskich kin. Przez tyle lat nikt nie podjął głosu w tej sprawie, media ukazywały zaledwie strzępki informacji, ale bardzo się cieszę, że Maciej Pieprzyca postanowił podjąć próbę ukazania tej historii na dużym ekranie. 
Moim ogólnym odczuciem jakie pojawiło się po ujrzeniu napisów końcowych było zastanowienie czy ja na pewno oglądałam film o mordercy. Wszelkie podejrzenia padły na człowieka, któremu nie można było nic udowodnić. A jak to mówią bez dowodów nie ma zbrodni. Ale czy na pewno?
Wiesław Kalicki grany przez Arkadiusza Jakubika zostaje oskarżony o wielokrotne dopuszczenie się mordu. Widz spoglądający na tę postać widzi prostego człowieka, który może i przestał kochać żonę, ale dzieci są dla niego całym światem- jest kochającym ojcem podczas gdy w obliczu zaistniałych zdarzeń wciąż widzi się go jako bezdusznego wysłannika szatana, który bez skrupułów pozbawił życia niewinne istoty. 
Chciałabym zaznaczyć, że nie miałam okazji czytać książki poświęconej postaci ,,Wampira z Zagłębia'', jednak ze źródeł wiem, że film posiada kilka niezgodności i nie do końca odwzorowuje to co spisał autor jednak sama zgodność pozostaje najmniej istotna. Ten film przede wszystkim miał każdego widza zainteresować tą sprawą, wzbudzić w nim ciekawość i dociekliwość. Teraz mamy dokładnie wszystko spisane. Dostęp do źródeł jest nieograniczony, więc każdy z nas ma możliwość wysnucia własnej teorii.
Ja podeszłam w ten sposób do tego filmu- nie spodziewałam się produkcji, która ukaże mi prawdę, ponieważ ta prawda do dzisiaj jest nam nieznana. Nie mamy nic potwierdzonego. Ale on głównie miał dotknąć najczulszego punktu w ludzkiej duszy- podsycić zainteresowanie odbiorcy.

Aktorzy

Jeśli chodzi o obsadę to na pierwszy plan oczywiście mamy wysuniętą dwójkę głównych bohaterów między którymi zawiązuję się pewnego rodzaju relacja. Arkadiusz Jakubik tak naprawdę dostał wbrew pozorom ciężką rolę, którą moim zdaniem, podźwignął. Nie wiedziałam jak powinnam reagować na jego postać, bo wzbudzał sprzeczne emocje- raz miałam wrażenie, że ukrywa tajemnicę, zaś innym razem zdecydowanie temu zaprzeczałam. 
Mirosław Haniszewski grający Janusza Jasińskiego to jak dla mnie wielki atut ,,Jestem mordercą''. Milicjant przeżywa załamanie nerwowe, wciąż się waha i tak naprawdę do końca nie jest przekonany o winie Kalickiego. Ba, jego emocje mają nie raz ujście co uważam zostało zaprezentowane w bardzo efektowny sposób. Jeszcze jeden wielki plus dałabym Agacie Kuleszy za rolę Lidii Kalickiej. Jest absolutnie bezprecedensowa. Oglądając film miałam wrażenie jakbym siedziała tuż obok niej i prowadziła niezobowiązującą rozmowę o jej mężu.

 Rzeczywistość PRLu

Czasy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej są znane naszym babciom i dziadkom. Nie mniej jednak próbując wcisnąć współczesne realia w tamten świat można spotkać się z ostrą krytyką. Ale to co ujrzałam w filmie mnie usatysfakcjonowało i jako osoba, która nie żyła w tamtych czasach mogę z ręką na sercu powiedzieć, że cieszę się z tego co mam teraz.

Ogólna ocena

Czy polecam? Bez dwóch zdań. Z racji, że to dobra polska produkcja i przede wszystkim próba przybliżenia starszym, ale też tym młodszym widzom wydarzeń z 1972 roku, a nawet wcześniej. Historia Polski jest bogata i warto ją znać nie tylko z faktu, ze jesteśmy Polakami. A takie historie jak ta są tylko jedną kroplą w morzu tego co zdarzyło się później.


A Wy mieliście okazję oglądać film ,,Jestem mordercą''? A może czytaliście książkę?


Pozdrawiam serdecznie!

Wasza Adaline 
 

piątek, 20 stycznia 2017

Kulturalna Mapa BOOK TAG wedłu Adaline

Witajcie moi drodzy!

Dzisiaj dla odmiany nie pojawiam się tutaj z kolejną recenzją, ale z czymś zdecydowanie luźniejszym do poczytania. A mianowicie będzie to TAG książkowy, który podejrzałam na blogu czytamboczytam, którego autorem jest Kuba ---> tutaj macie ten TAG w wykonaniu Kuby. Pytania naprawdę mnie zainteresowały, bo dotyczą między innymi jednej z moich pasji, czyli podróżowania. Jeśli jesteście zainteresowani, to serdecznie zapraszam.








1. Znajdujemy się na północnych krańcach świata. Kto przetrwa mroźną, wieczną zimę?

Mrozy nie straszne są Torakowi, synowi plemiennego szamana, a jednocześnie bohaterowi serii Kroniki Pradawnego Mroku Michelle Paver. Razem z Wilkiem i przyjaciółką Renn z pewnością przetrwaliby nie jedne straszne chłody, ale potrafiliby zaplanować podróż wgłąb mrocznych tajemnic epoki kamiennej.


2. A teraz pora na podróż nad szumiące wodospady. Jak sądzisz? Kto mieszka w jaskini pod wodospadem?

Pierwsze co mi przyszło na myśl to Percy Jackson, nie tylko z racji, iż jest synem Boga Mórz, ale pod wodą spędził naprawdę sporo czasu. To jest jego żywioł i tam przeżywał najciekawsze przygody.


3. Powoli zbliżamy się do końca podroży. Trafiamy na spotkanie istot fantastycznych. Kto pierwszy rzuca Ci się w oczy przy ognisku?

Który fan fantastyki nie chciałby spotkać kiedyś jakiejś tajemniczej postaci z jego ulubionych powieści? Z pewnością moją uwagę przykułby anioł z powieści Angelfall Susan Ee. Może nie jest to istota, którą możemy zaliczyć do fantastycznych, ale ta tematyka aniołów ciekawi mnie od dawna, więc mój wzrok zapewne byłby skupiony tylko na nim.


4. Ostatni przystanek. Jesteśmy na ziemi, w której teren jest nieodpowiedni, by zostały tu na dłużej jakieś cywilizacje. Kto może tu mieszkać? Kto sobie poradzi w zbudowaniu tymczasowego domu?

Bohaterzy serii GONE. Sami zostali wrzuceni w wir tajemniczych wydarzeń, pozostawieni sami sobie bez dorosłych, którzy sprawowali nad nimi opiekę. Musieli odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości gdzie nie ma miejsca na strach dlatego wydaje mi się, że idealni wpisują się w to pytanie. 



I to tyle. Ten TAG był krótki, ale naprawdę ciekawy. Jakbyście Wy odpowiedzieli na pytania? Piszcie w komentarzach bądź twórzcie posty, z chęcią zajrzę. A tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia w kolejnym poście.


Wasza Adaline  
 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Katy Evans ,,Manwhore'' - Recenzja książki

,,Nigdy nie ma dobrej pory na to, aby się zakochać. To jest jak upadek. Wystarczy jedna sekunda.
I tylko trzeba się modlić, aby bez względu na to, gdzie upadniesz, nie być tam samą.''


Nikt nie powiedział, że pan Saint będzie święty...

Cześć książkoholicy!

Każdy z nas jest inny i preferujemy różną literaturę, zależnie od wieku czy przyzwyczajeń. Ostatnio coraz chętniej sięgam po książki, których tytuł przyciąga i musicie się ze mną zgodzić, że ten, który dzisiaj Wam przedstawiam jest dość nietypowy. Zapraszam na recenzję!






Zarys powieści :

Rachel jest utalentowaną, piękną i ambitną dziennikarką, która pracuje w jednym z popularniejszych magazynów w Chicago. W pewnym momencie otrzymuje atrakcyjne zadania, a mianowicie ma przeprowadzić wywiad z jednym z najprzystojniejszych, najbogatszych i najbardziej legendarnych biznesmenów w całym mieście znanego również jako łamacza kobiecych serc jakiemu nie oprze się żadna przedstawicielka płci pięknej. Pod pretekstem przeprowadzenia rozmowy dotyczącej nowego projektu zamierza odkryć najbrudniejsze sekrety mężczyzny, a zarazem zapewnić sobie błyskotliwą karierę. Jednak pan Saint ukrywa więcej niż może się komukolwiek zdawać. Kluczem do odkrycia jego zagadek staje się Rachel. Czy kobiecie uda się dowiedzieć czegoś więcej o Malcolmie, o którym szepcze cała śmietanka towarzyska Chicago?

***

Wydawać by się mogło, że jest to standardowy motyw- bogaty mężczyzna, skrywający mroczne tajemnice i jedna kobieta na miliony jakie posiadał, która otrzymuje jego serce i sprawia, że staje się innym człowiekiem. Ku mojemu niestety rozczarowaniu, ta książka niczym nie różni się od innych. Jest przewidywalna, intryga jaką miała utkać autorka okazała się powtarzającym motywem jaki występuje w literaturze tego typu. Sceny erotyczne znajdujące się na kartach tej powieści są momentami już nużące, choć warto podkreślić, że w zestawieniu książek erotycznych to Katy Evans wypada naprawdę całkiem nieźle. Dlaczego więc ,,Manwhore'' mnie rozczarowało? Nie oczekiwałam od tej historii zbyt wiele. Spodziewałam się powieści z niezbyt rozbudowaną fabułą, która nada się idealnie na jeden wieczór przy ulubionej herbacie. I owszem, przeczytałam ją w jeden wieczór choć kiedy już byłam za połową odniosłam wrażenie, że jednak muszę nieco zwolnić. Momentami nachodziła mnie ochota by pomijać niektóre fragmenty, bo choć nagie epizody przestały budzić we mnie niesmak to główna bohaterka chwilami wprowadzała czytelnika w zdenerwowanie. W żadnym razie nie przypominała dobrze nam znanej, kultowej Panienki od Świętego Barnaby, ale od kiedy jej oczom ukazała się postać Malcolma to zniesienie jej wymaga nie lada cierpliwości. Malcom Saint dostaje od życia to czego chce i zazwyczaj to czego pragnie jest jego. Kobiety traktuje chłodno, ale wobec Rachel staje się opiekuńczy i troskliwy. Chce dbać o nią. Lubiłam jego przekomarzania i cięty język. Bywał również chwilami irytujący, ale jego postać raczej wzbudziła we mnie pozytywne emocje. Katy Evans zadbała o to by w jej powieści nie zabrakło natury psychologicznej- stosunków między dzieckiem a rodzicem, stosunków międzyludzkich.
Czy ta powieść wciąga? Owszem. Czy należy od niej oczekiwać wiele? Zdecydowanie nie. Jest interesująca i z każdą stroną mamy potrzebę poznania rozwiązania całej sytuacji, ale to nie jest ambitna pozycja. Niezależnie od jej minusów myślę, że jeśli ktoś poszukuje czegoś lekkiego co niekoniecznie pobudza do głębszych przemyśleń, to mógłby sięgnąć po powieść Katy Evans. Zakończenie pozostawiło otwartą furtkę, więc zamierzam sięgnąć po kolejne tomy, jednak już z dużą dozą rezerwy.



Czytaliście jakieś powieści Katy Evans? A może macie na półce ,,Manwhore'', ale nie wiecie czy warto po nią sięgać?


Życzę miłego zaczytanego dnia!


Wasza Adaline 
 

niedziela, 8 stycznia 2017

Diane Chamberlain ,,Dobry ojciec''- Recenzja książki

Cześć kochani!

Życie nie zawsze jest dla nas łaskawe i przysparza nam wiele radości. Bywają takie momenty kiedy zostajemy zmuszeni podjąć dorosłe decyzje choć jeszcze nie wyszliśmy spod rodzicielskich, opiekuńczych ramion. Decyzje, które zaważą na kolejnych latach jakie przeżyjemy, które mogą odmienić całkowicie nasze spojrzenie. Ta niepozornie mała książka, kryjąca się wśród innych na półce w mojej szkolnej bibliotece tak naprawdę była czymś zupełnie normalnym, jednak po zaglądnięciu w jej wnętrze zaczęłam zdawać sobie sprawę jak bardzo się myliłam...









 Zarys powieści:

 Travis Brown przed czterema laty dokonał wyboru- sam wychowa swoją nowo narodzoną córeczkę i zapomni na zawsze o jej matce. Kiedy większość jego przyjaciół cieszyła się z uroków młodości, imprezowała i chodziła na randki, mężczyzna siedział w domu, zmieniał pieluszki i codziennie zastanawiał się w jaki sposób może zarobić na życie by utrzymać zarówno siebie jak i maleństwo. Ale jedno było pewne- nigdy nie żałował podjętej decyzji. Bella była światełkiem jego życia, oczkiem w głowie. Kiedy Travis traci dom i pracę- bezpieczeństwo, jakie mógł zapewnić Belli, zaczyna się chwiać. A potem dostaje ofertę pracy w Raleigh. Travis nie waha się i zamierza wyjechać, aby poprawić los swój i dziecka. Musi. Jednak gdy młody ojciec przyjeżdża do miasta, przekonuje się, że nie chodzi o pracę, a udział w przestępstwie, które zapewni szybkie pieniądze bez ryzyka. Czy aby na pewno?
Co sprawia, że stajemy się dobrymi rodzicami?
Czy dobro dziecka może usprawiedliwić działania poza prawem?
Jak daleko mogłabyś się posunąć, chcąc chronić swoje dziecko?


***

Sięgając po tą powieść nie spodziewałam się tego, że do głębi poczuję emocje bohaterów. Nie jestem matką, nie jestem rodzicem, ale wiem, jaka ciężka jest to praca i to na pełny etat, bez zwolnień lekarskich. A Travis, młody mężczyzna, prowadzący usługi budowlane, który marzył o karierze biologa morskiego, samemu będąc jeszcze dzieckiem, musi podjąć dojrzałą decyzję. Wydorośleć i stać się wzorem dla małej istotki. Sprawy nie ułatwia fakt, iż matka Belli, Robin, nie kontaktuje się z nim w dodatku jest ciężko chora na serce. Kiedy traci wszystko, jest gotowy poświęcić swoje własne życie by zapewnić swojej córeczce dach nad głową. Co w takiej sytuacji zrobi?
 W Dobrym ojcu mamy trójkę narratorów- Travisa, Robin i Erin. Poznajemy różne perypetie i zdarzenia ich istnienia oraz jak powoli ich ścieżki się splatają. Pani Chamberlain ma niezwykły dar opisywania miejsc i sytuacji- czytając, miałam wrażenie, jakbym oczyma wyobraźni widziała kafejkę na JumpStreet i ciężarówkę Travisa, które diametralnie zmaterializowały się w rzeczywistości. Język autorki jest tylko dopełnieniem fabuły, bo przez strony przemykamy gładko, więc jest to książka powiedziałabym na jeden może dwa wieczory. 
Jednym z głównych i można powiedzieć najważniejszych motywów zawartych w tej powieści jest kwestia tego, co sprawia, że człowiek jest dobrym rodzicem i czy zawsze w kwestię wchodzą sprawy finansowe. Travis za wszelką cenę był w stanie bronić Belli, nie liczył się z własnymi potrzebami, a to co pragnęło dziecko stanowiło pierwszoplanową rolę. Czy aby tak nie postępuje dobry rodzic?
Mamy tutaj również wątek miłosny, dość skrupulatnie opisany przez autorkę. Dostrzegamy początki miłości Travisa i Robin. Miłość nastoletnią, gorącą i spontaniczną, która nie boi się świata dorosłych, choć przez niego zostaje zdegradowana do zera. Sama postawa ojca Robin może o tym świadczyć- martwił się o własne dziecko, chciał je uchronić przed niebezpieczeństwem na jakie mógł je narazić nieodpowiedzialny nastolatek. Czy to znów aby nie jest postawa dobrego rodzica, który jest w stanie dla swojego dziecka zrobić każdą możliwą rzecz? 
Teraz mam do Was pytanie- szczególnie do tych co przeczytali książkę, ale również do tych co mają ją w planach- którą stronę byście poparli i czy te dwa różne charaktery są dobrymi rodzicami? Z jeden strony młody Travis, który postanawia popełnić przestępstwo, by własne dziecko uchronić od nędzy, a z drugiej ojciec Robin, izolujący ją od jej miłości, bo dziewczyna chora na serce jest narażona na niebezpieczeństwo w obecności chłopaka. 
Gorąco chciałabym Wam tą książkę polecić. Czytałam ją z zapartym tchem, mając w głowie różne scenariusze, a ostatecznie i tak się zaskoczyłam, choć zakończenie jest dość oczywiste. Styl Diane Chamberlain trafi do nie jednego konesera literatury obyczajowej i mogę zagwarantować, że się nie zawiedzie. Ta piękna historia o utraconej miłości, poszukiwaniu tej ukrytej prawdy i o tym jak człowiek potrafi zagubić się we własnym życiu jest lekcją- lekcją dla każdego z nas jacy powinniśmy być i jakie chwile warto doceniać zanim przelecą nam między palcami.


Czytaliście już coś Pani Chamberlain? A może macie plany co do tej autorki? Dzielcie się w komentarzach i z chęcią poznam odpowiedź na pytanie, które zadałam Wam powyżej. Życzę tymczasem miłego zaczytanego wieczora!


Wasza Adalie

środa, 4 stycznia 2017

Les Miserables ( Nędznicy) - Recenzja filmowa

Jak większość z Was zapewne pamięta moim planem na obecny rok było oglądanie większej ilości filmów. A było to spowodowane w dużej mierze moim zachwytem nad ostatnią produkcją jaką miałam okazję zobaczyć. Dlatego zapraszam dzisiaj na recenzję ,,Nędzników'' na podstawie słynnej powieści Viktora Hugo.




,,Look down and see the beggars at your feet
Look down and show some mercy if you can
Look down and see the sweepings of the street
Look down, look down,
Upon your fellow man!''


Słowami tej piosenki razem z żebrakami rozpoczynamy historię, która miała miejsce we Francji, konkretniej w czasie wybuchu rewolucji burżuazyjnej. Był to okres niesprawiedliwości, gdzie ludzie byli uciemiężeni, a każda próba sprzeciwu wobec władzy była srogo karana. Film przedstawia historię człowieka dotkniętego represjami Jeana Valjeana. Za swoją niesubordynację i kradzież chleba zostaje skazany na katorżniczą pracę. Udaje mu się uciec, a uratowany przed upadkiem przez biskupa, odnajduje w swoim życiu, dobro, staje się przykładnym obywatelem i piastuje wysokie stanowisko. Stając w obronie młodej Fantine postanawia pomóc jej w utrzymaniu córeczki Cosette. Jednak inspektor policji Javert jest nieustępliwy i postanawia za wszelką cenę złapać zbiega. Czy mu się to uda? Jak potoczą się losy Cosette i Jeana?


***

Do obejrzenia tego filmu skłonił mnie mój chłopak, już od dawna namawiał mnie bym obejrzała ten musical, bo naprawdę warto. I powiem Wam jedno- nie wiem dlaczego tak długo zwlekałam. Film jest fenomenalny. Sama oprawa wizualna zachwyca. Ukazanie piękna ówczesnego Paryża, stroje rodem wyjęte z kart książki, a w dodatku jak dla mnie jest to idealne ujęcie XIX-wiecznej Francji. Bo kto z nas nie miałby ochoty przenieść się do czasów kiedy rozkwitała stolica światowej mody? Jak już wspominałam scenograf naprawdę dopracował w każdym calu ubiór postaci, ale też wszystko zachowało swój klimat. 
Postacie były nietuzinkowe. Hugh Jackman jako Jean Valjean, główny bohater całej opowieści, stworzył człowieka dotkniętego bólem, który zaznał wielu krzywd i ze złodzieja powoli przeobraził się w przykładnego obywatela. Wciąż przeżywamy z nim wspomnienia z przeszłości, którym nie da się wymazać zwłaszcza jeśli zostajemy zmuszeni rzucić się w wir wydarzeń i bez przerwy uciekać przed czymś co nieuniknione. Russel Crowe jako Javert wykreował dumnego, pewnego siebie inspektora, mającego jeden główny cel- chce aby zapanowała sprawiedliwość, a człowiek, który niegdyś mu uciekł w końcu zapłacił za swe grzechy. Na uznanie zasługuje tutaj również Anne Hathaway, która wcieliła się w rolę Fantine. Ekspresja i wszelkie emocje jakie towarzyszyły bohaterce wyrzuconej na bruk zostały oddane według mnie w pełni, jak również po raz kolejny trzeba zwrócić uwagę na charakteryzację. 

Muzyka

Jako, że to musical to oprawa muzyczna była doprawdy bogata i nie zabrakło słynnych utworów takich jak I Dreamed a Dream, bądź Look Down. Musical na ekranie filmowym to nie jest jednak to samo co przeżywanie każdej nutki podczas oglądania przedstawienia. Z resztą tutaj należy podkreślić, iż nie mamy styczności z profesjonalnymi śpiewakami, a aktorami, więc dla mnie porównywanie tej produkcji z jej pierwowzorem scenicznym jest niezbyt trafne. Osobiście uważam, iż Anne Hathaway zasługuje na uznanie jeśli chodzi o wokal kobiecy. Była delikatna, słowa z gracją wypływały z jej ust, a przede wszystkim czuć było ile emocji wkładała w to co śpiewa, bo jednak I Dreamed a Dream to utwór nie tylko trudny pod względem wykonu, ale również samego tekstu. Jeśli zaś chodzi o wokal męski to Eddie Redmayne, który odgrywał rolę Mariusa. Jak dla mnie zdecydowanie najprzyjemniejsze zaskoczenie. Zachwycał nie tylko grą aktorską na poziomie, ale również znakomitymi walorami głosowymi. 

Fabuła- przyciąga czy odpycha?

Większość współczesnych ludzi stroni od sięgania po klasyki, a to spory błąd, bo znajdziemy tam nie tylko uniwersalne prawdy, ale również ciekawie opowiedzianą historię, która wzrusza oraz pobudza nas do myślenia. Niestety, powieści Victora Hugo nie miałam okazji czytać, ale podejrzewam, że po nią sięgnę z większą przyjemnością, wiedząc jak bardzo ta historia mnie urzekła. Tom Hooper naprawdę przedstawił całą fabułę w przyjemny dla oka i ucha sposób. Nie da się przejść obojętnie obok tej produkcji.


Ogólne wrażenia

Mam bardzo pozytywne odczucia po obejrzeniu ,,Nędzników'' i mogłabym gorąco Wam polecić ten film. Przypadnie on do gustu każdemu kinomaniakowi. Został zrobiony na wysokim poziomie i do dzisiaj nucę większość dzieł. Chciałabym mieć kiedyś okazję ujrzenia adaptacji w formie sztuki i mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.


A Wy oglądaliście ,,Nędzników''? Jakie są Wasze opinie na ich temat?

Życzę Wam cudownie zaczytanego tygodnia :)

Buziaki!

Wasza Adaline   

 

Podsumowanie 2016 roku i plany na 2017

Witaj przybyszu!

Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy to pragnę zaprosić Ciebie do mojego książkowego świata i liczę, że zostaniesz ze mną na dłużej. 
Nadszedł nowy rok, więc również chwila podsumowań, planów, zamiarów na najbliższe dwanaście miesięcy. Wciąż nie mogę uwierzyć jak szybko minął zeszły rok- czas potrafi płynąć niewiarygodnie szybko. Dlatego zapraszam na podsumowanie :)


Rok 2016 minął pod znakiem nauki, odkrywania nowego miejsca i oczywiście rozwijania własnych umiejętności. Niestety czytelniczo się nie popisałam, bo do grona przeczytanych książek mogę zaliczyć zaledwie 38 pozycji co w zestawieniu ostatnich lat wypada dość szarawo. Ale wyznaję zasadę czytania dla przyjemności, a nie z potrzeby wypełniania awykonalnych wyzwań. Takie zamiary są płonne.
Kolejnym powodem do zadowolenia jest fakt, iż żadna z książek jakie udało mi się przeczytać nie była szczególnym zawodem. Nawet momentami nużące lektury przypadły mi do gustu. Zatem przejdźmy do moich podsumowań.




Najlepsza książka 2016 roku - Czarne skrzydła Sue Monk Kidd. Po ukończeniu tej powieści byłam pewna, że nie znajdę nic lepszego co zachwyciłoby mnie równie mocno. To naprawdę godna przeczytania historia, którą powinno znać szersze grono odbiorców, a wciąż pozostaje ona w cieniu za swoją siostrzyczką Sekretnym życiem pszczół. Dodatkowo autorka oparła całą powieść na faktach. Nie rozgaduję się zbyt wiele, ponieważ zamierzam ją dla Was zrecenzować.


 


Najgorsza książka 2016 roku - Ciężko było mi to stwierdzić, ponieważ typowego koszmarka nie byłam w stanie wyselekcjonować, ale ostatecznie mogę stwierdzić, że zwieńczenie serii o Gideonie Crossie wypadło słabo. Tylko Cross Sylvii Day było, jak dla mnie, przewidywalnym i schematycznym zakończeniem całej historii dwojga zakochanych. Poprzednie tomy zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu, a tutaj najzwyczajniej wynudziłam się, a trzymało mnie żelazne postanowienie dobrnięcia do końca tej serii. Choć nie było tragicznie, to rewelacyjnie również nie.





Aktualizacja biblioteczki :


1. Udało mi się zakończyć całą trylogię z Wiktorem Forstem Remigiusza Mroza oraz tego autora dotychczasowo wydane tomy z Chyłką i Zordonem. Obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie książki, które wyszły spod pióra Pana Mroza i małymi krokami staram się to wyzwanie wykonywać. Z resztą te powieści zaliczam do grona moich ulubionych.

2. Zakończyłam serię Maggie Stiefvater o Wilkołakach z Mercy Falls. Ciężko jest rozstawać mi się ze światem jaki towarzyszył mi od początków gimnazjum jednak już teraz wiem, że sięgnę po te powieści jeszcze nie raz. 

3. Rozpoczęłam serię Więzień labiryntu i mam nadzieję, że skończę ją jeszcze w styczniu. Recenzję pierwszego tomu możecie znaleźć na blogu.

4. Przekonałam się co do literatury kryminalnej i już zaopatrzyłam swoją domową biblioteczkę w kilkanaście książek z tego gatunku i zapewne moje ferie ( które zbliżają się wielkimi krokami :) ) spędzę w na krwawych ulicach Szwecji.

5. W zestawieniu przeczytanych książek mogę również wyróżnić Kwiat pustyni Waris Dirie, bo zmieniła ona mój sposób patrzenia na pewne kwestie. Jeśli przyjdzie do Was kiedyś chęć pomarudzenia na to jak trudno macie w życiu, to sięgnijcie po książkę tej czarnoskórej modelki, a zrozumiecie co to znaczy dostać porządnie w kość.

Ciekawskich zapraszam również na mój profil na lubimyczytac.pl. Tam regularnie pojawiają się aktualizacje czytelnicze i moje krótkie recenzje książek. 


Postanowienia na 2017 rok :

Przede wszystkim przeczytać więcej niż w 2016, ponieważ czuję mały niedosyt. Źle zagospodarowałam sobie mój czas, więc w tym roku zamierzam już tego błędu nie popełniać. chciałabym również pisać częściej na blogu, bo to moja pasja, która pozwala uciec od szarej rzeczywistości i prostoty życia codziennego. W mojej głowie pojawiło się więcej pomysłów czekających tylko na realizację. Moim jeszcze jednym planem jest wyjazd na targi książek. Jeszcze nie wiem w jakie miejsce konkretnie, ale chciałabym- tam miałabym okazję poznać osoby tak samo zwariowane na punkcie książek jak ja. Moim takim marzeniem jest również wielka wyprawa, a pod tym stwierdzeniem mam na myśli podróż marzeń, która mi się śni po nocach. Podróże to coś co mnie ciekawi, więc chciałabym to zasmakować całą sobą. Do zamiarów noworocznych mogę zaliczyć także częstsze oglądanie filmów, ponieważ ostatnio zdecydowanie odpowiada mi oglądanie klasyków kina.
Czytanie książek w języku angielskim to również swego rodzaju wyzwanie dla mnie. Zazwyczaj stykałam się z opowiadaniami, a teraz postanowiłam porwać się na powieść z prawdziwego zdarzenia. 

I to wszystko na dzisiaj :) Życzę Wam owocnego i szczęśliwie zaczytanego nowego roku 2017! By Wasze biblioteczki były wypchane po brzegi samymi perełkami, by na Waszej buzi zawsze gościł uśmiech oraz chęć dążenia do wyznaczonych sobie celów, również tych prywatnych.

 Wasza Adaline