niedziela, 16 października 2016

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

25 października 2016 roku

Dzisiejszy dzień przesiedziałam w bibliotece. Izzy dała mi odetchnąć, ale powiedziała, że wieczorem da mi nieźle popalić, więc mam się szykować. Ale pewna rzecz nie dawała mi spokoju. A mianowicie znałam Wysokiego Czarownika Brooklynu, znane mi były również demony takie jak Pożeracz czy Abbadaon, jednak to bezwzględni krwiopijcy spędzali mi sen z powiek, nie dając spokojnie zasnąć. Wiele książek, filmy- coraz chętniej zagłębiałam się w motywy ich działań. Czy mają uczucia? Potrafią kochać? Kiedy już po raz dziesiąty przeglądałam ,,Draculę'' , analizując postać wampira, zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Kiedy się obudziłam nie byłam już w bibliotece. W pomieszczeniu było ciemno i czułam zapach starej wykładziny. Wstałam od stolika i poczułam pod stopami walające się deski. Szukałam jakiegokolwiek źródła swiatła. W końcu odnalazłam w kieszeni mój swiecący kamień. Na widok rozbitego szkła, rozwalających się walizek i wyłamanych krzeseł zadrżałam. Gdzie ja jestem do cholery? Ruszyłam w kierunku jedynego okna. Wyjrzałam przez nie i zobaczyłam dobrze mi znaną ulicę Nowego Jorku. Nie wiedziałam czy dziękować mojemu zwariowanemu umysłowi czy nie, bo dostrzegłam też ten nieszczęsny szyld ,,Hotel Dumort''. Na Anioła, po co Ci to było Hania, co? Przerzuciłam się na trzeźwe myslenie. Musze się jak najszybciej stąd wydostać, bo jesli degeneraci postanowili zostać dzisiaj w domu to najprawdopodobniej zaserwują dzisiaj na kolację surową Nocną Łowczynię. Po cichutku udałam się w stronę drzwi, ale nagle usłyszałam cichy jęk w kącie. Wzdrygnęłam się i szybko obejrzałam w kierunku dobiegającego głosu. Myslałam, że to tylko wiatr płata mi figle, ale ponownie usłyszałam ten niepokojący jęk. Moja ciekawosć zwyciężyła, więc powolnym krokiem, przeszłam w tamta stronę, zachwoując pełną ostrożnosć. Gdy już byłam na tyle blisko by dostrzec postać leżącą, odrzekłam:
- Kim jestes?
- Zajączkiem Wielkanocnym, który zgubił swoje jajka- zadrwiła ciemna postać
- Cos na pewno zgubiłes, ale podejrzewam, że chodzi o dumę.
- A to niby czemu?
- Bo będziesz zmuszony zniżyć się do mojego poziomu i zasięgnąć pomocy u Nocnego Łowcy.- odparłam, podchodząc bliżej. Mężczyzna był osłabiony i prawdopodobnie nie mógł się ruszać. Własnie- prawdopodobnie. Zachowałam bezpieczną odległosć między nami.
- Ostatnie czego pragnę na tym swiecie to tego by pomocy w opałach udzielała mi jakas smarkula. Dziecko, wracaj do Instytutu machać swoimi mieczykami, a mnie zostaw w spokoju. - przekręcił się na bok z sykiem
- Prawdopodobieństwo tego, że twoi pobratymcy Ciebie odnajdą zanim umrzesz jest znikome jesli stąd zniknę. Więc masz jakis wybór, kochaniutki?- Chciałam mu zetrzeć ten pewny siebie usmieszek z twarzy.
- Jestem Raphael- przedstawił się w końcu.
- Bardzo mi miło ciebie poznać, Raphaelu. Jestem Hania, więc teraz zaszczyć mnie informacją co Ci dolega?- spytałam nachylając się lekko. Wampirom nie można ufać, bo zanim się obejrzysz, a stajesz się przystawką jednak skąds znałam to imię. Raphael.. Raphael... cos mi podpowiadało, że mogę mu zaufać, a bynajmniej na tyle by wiedzieć, że nie posunie się do traktowania mnie jako potencjalnej zdobyczy.
- Ja.. nie jadłem od dawna. Zasłabłem i już nie mogę się ruszyć. Nogi odmawiają mi posłuszeństwa i nawet nie mam siły by kogokolwiek zawołać i prosić o pomoc. a w dodatku płaszczę się przed dzieckiem.- wyrzucił z siebie mężczyzna.
- Waż słowa, jesli chcesz jeszcze pożyć. Mogę sprowadzić pomoc. Moja znajoma, Clary, ma przyjaciela..- zaczęła, ale Raphael podniósł rękę.
- Chodzi Ci o Simona, prawda? Znam go bardzo dobrze. Przyprowadź go tutaj.- To już się rozwiązała tajemnicza zagadka kim jest ten wampir.
- Magiczne słowo?- powiedziałam
- Abra Kadabra? Wybacz, ale o to pytaj Magnusa. Ja o magii mam takie pojęcie co wilkołak o dobrych manierach.
- A może takie ,,proszę'', co?- poddaję się, a to niby wilkołaki nie mają manier?
- Niech Ci będzie, proszę- odburknął.

Po jakims czasie sprowadziłam Simona, a on pomógł Raphaelowi stanąć na nogi. Przyglądałam się jak wampir wyrzuca pustą fiolkę po krwi po czym podnosi się z podłogi.
- Dzięki, Simon- odrzekłam
- Nie ma sprawy, tylko następnym razem jak go znajdziesz, daj mu umrzeć albo przebij go kołkiem- szepnął mi na ucho chłopak.
- Słyszałem!- oburzył się Raphael.
Wywróciłam oczami i poprawiłąm kurtkę. Chyba pora wracać. Ruszyłam z miejsca.
-Hania!- zawołał za mną krwiopijca. Obejrzałam się z nadzieją, że nie usłyszę kolejnej ciętej riposty.
- Dziękuję- obdarzył mnie swoim usmieszkiem i wyleciał przez okno.
Tak oto zaczęła się moja znajomosć z wampirami. Co prawda Raphael do dzis przekręca historię naszej znajomosci, ale i tak oboje wiemy jak było naprawdę. Może go nie stać na wylewne wyznania, ale polubilismy się. Na tyle na ile jest możliwa znajomosć wampira z Nocnym Łowcą. Zasypiając czekałam tylko na początek następnego dnia. Co znów mnie czeka? 

***


26 października 2016 roku

Skoro już prowadzę pamiętnik to chciałabym się tutaj też podzieli moją tajemnicą. Prócz Parabatai mam jeszcze jednego przyjaciela. Kogos kto wspierał mnie od samego początku i pomimo, iż nie jest ze mną na co dzień w Instytucie to listy pozwalają nam utrzymać bliską relację. Mowa tutaj o ognistowłosej Clarissie Fray. Jak się poznałysmy? Byłam na wystawie w Nowym Jorku gdzie szkoła artystyczna wystawiała prace swoich uczniów. Nic nie przykuło mojej uwagi tak bardzo jak malowidło, które samotnie stało w kącie. Były na nim różne znaki, które wspólnie tworzył koło, a po srodku był jeden wielki, mocno wyrysowany czarną farbą.
- Interesujące, prawda?- szepnął mi ktos na ucho. Ujrzałam niską dziewczynę o rudych włosach związanych w wysoką kitkę. Miała na sobie luźny zielony sweter i plakietkę ,,Clarissa Fray, uczennica''
- To Twoje dzieło?- zapytałam.
-Owszem- odparła
- Ja znam te znaki. Naprawdę ciekawa koncepcja.
- Znasz runy?- Clary nie dowierzała.
- Tak, mama mi je pokazała kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Od tamtego czasu bez przerwy je maluję- czy to na scianie, czy na bloczkach z karteczkami. Czasem się zdarzało, że układałam je z zapałek.- powiedziałam nie odrywając wzroku od obrazu.
- Masz ochotę na herbatę? Ja stawiam- zaproponowała dziewczyna
- Pewnie, z chęcią.
Przegadałysmy w ten sposób całe popołudnie. Clary opowiedziała mi swoją historię- jak dowiedziała się, że jest Nocną Łowczynią, jak poszukiwała swojej matki, a przede wszystkim o spotkaniu swojej największej miłosci. Słuchałam jej jak zaklęta. Obie mamy wiele wspólnego. Jestesmy artystycznymi duszami. Zamykamy się w swoich swiatach, mamy własną rzeczywistosć. Kochamy swoją rodzinę i dla niej jestesmy w stanie poswięcić wszystko bez względu na to ile to będzie kosztować. Jesli wyznaczymy sobie cel, dążymy do jego spełnienia do skutku. Kiedy kochamy to całym ciałem i duszą. Kiedy walczymy to w obronę dobra. Dostrzegamy więcej niż bysmy chciały, jestesmy dwoma dopełniającymi się duszami. Każda stanowi częsć tej drugiej. Śnimy o sobie, piszemy do siebie i wciąż liczymy na to, iż kiedys jeszcze będzie dane nam się spotkać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz