niedziela, 16 października 2016

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

Hello Shadowhunters!

Miałam tak zabiegany tydzień, że nie znalazłam nawet chwili. Wiecie, treningi, nauka i polowanie na demony bywa naprawdę uciążliwe i zabiera mnóstwo czasu, ale słuchajcie mnie uważnie. Każdy dzień skrupulatnie opisywałam w swoim pamiętniku. Co prawda już raz próbował mi go podwędzić kot, ale prócz naderwanej okładki wszystko ocalało. Więc dzisiaj podzielę się z Wami kawałkiem siebie. Hani jako Nocnej Łowczyni i pogromczyni demonów. Jestescie gotowi? Mam nadzieję, że tak, bo ja niekoniecznie i strasznie się stresuje. Ale módlmy się by Razjel miał mnie w swej opiece...


1 października 2016 roku

Trafiłam do Instytutu. Kiedy otworzył się wrota tego wielkiego budynku z trudem przełknęłam slinę i myslałam, ze zemdleję. Odebrało mi mowę na sam widok tego miejsca, a jeszcze większy strach wzbudzało we mnie wnętrze. Ile pomieszczeń ma? Ilu Nocnych Łowców się tam szkoli? Czy jestem jedyna w tak młodym wieku? Moją głowę zalała fala pytań. Na ziemię sprowadziła mnie czyjas delikatna dłoń, która chwyciła mnie za ramię. Obok ujrzałam Clary
- Trema?- zapytała delikatnie
- Nawet nie wiesz jak wielka- wyszeptałam cichutko.
Rudowłosa zerknęła na budynek.
- W Nowym Jorku Instytut robi równie piorunujące wrażenie. Ale nie masz się czym martwić- on tak tylko groźnie wygląda, w srodku jest o wiele przyjaźniej- zapewniła mnie Clary. Pozostawało mi uwierzyć jej na słowo i czekać, aż w końcu poznamy jego tajemnicze wnętrze.
- Więc jak.. Wchodzimy? - spytałam niesmiało.
- Oczywiscie, ale zanim to, musisz wybrać sobie swojego trenera- odrzekła dziewczyna
- Trenera? Myslałam, że Ty nim będziesz?
- Oj chciałabym, ale to nie moje miejsce. Jestem tylko posłańcem, który tutaj miał Ciebie odprowadzić. Pamiętaj, możesz wybrać każdego kogo chcesz. Bez względu na to z jakiej książki bądź epoki pochodzi. To twoja decyzja i podejmij ją słusznie.- po tych słowach Clary rozpłynęła się niczym kamfora. Rozglądałam się jeszcze dwa razy by upewnić się, że nie zwariowałam i naprawdę jej już nie ma. Zostałam sama.
Co teraz? Mam sobie wybrać trenera.. kogos kto będzie mnie uczył. Potrzebuję kogos zdecydowanego. Pewnego siebie i nieugiętego w walce. Nie obraziłabym się gdyby nauczył mnie mój trener jak w walce poruszać się z wdziękiem czy klasą, więc pomyslmy.. Wiem! Isabelle Lightwood! Ona będzie idealnym trenerem dla mnie! W dodatku byłą na tyle intrygującą postacią, że z przyjemnoscią wniknę w jej charakter jeszcze bardziej. Z zadowoleniem pobiegłam ku drzwiom do Instytutu i weszłam. W holu stała ubrana w długą białą suknię postać o kruczoczarnych włosach, z mocną posturą. Isabelle usmiechnęła się do mnie i wyciągnęła ręke.
- Witamy w Londynie, Haniu.


23 października 2016 roku


Takim sposobem mijały mi dni w Instytucie. Uczyłam się kreslenia run, nowych metod walki, zielarstwa, a raz nawet zdarzyło się, że przybył do nas we własnej osobie Magnus Bane by zaprezentować nam swe techniki magiczne. Cóż, pominę, że potem musielismy wszyscy za karę szorować salę pełną brokatu, ale było naprawdę ciekawie. Pewnego dnia na naszym codziennym treningu, Izzy rozciągając się, zapytała
- Masz swojego Parabatai?
- Co takiego?- odwróciłam w jej stronę głowę, zapinając jednoczesnie pas
- Ten brokat to dał Ci chyba nieźle po głowie. Za dwa tygodnie wszyscy z Waszej grupy, a bynajmniej Ci których szkolę ja, Jace, Alec i Hodge składacie przysięgę Parabatai, dlatego pytam kto wpadł w Twoje sidła i będzie tym nieszczęsnikiem?
- Bardzo smieszne. W sumie to...- zawahałam się. - Jest jedna osoba, którą znam już od dawna- zanim zostalismy Nocnymi Łowcami bylismy przyjaciółmi. Tyle, że...
- Tyle, że...?- ciągnęła dalej Izzy
- Tyle, że od kiedy trafiłam do Instytutu, nie odzywa się do mnie. Byłam zła na niego, bo nie powiedział mi, że również w tym roku rozpocznie szkolenie. Ukrywał przede mną tak istotną sprawę.
- A któż to taki jesli mogę spytać?- Isabelle byłą nieustępliwa. Dlatego byłą moją trenerką.
- Na imię mu Jędrek.
- Jędrek... Szkoli go Alec. O ile się nie mylę teraz mają trening w sali na piętrze. Jesli nie chcesz utracić szansy na byciu z nim związaną krwią i duszą to radziłabym Ci pędzić.- odpowiedziała Izzy
- Teraz? Mam opuscić trening?
- Sama nie wierzę, że to mówię, ale tak, możesz opuscić trening. Ale..
Nie usłyszałam co chciała mi powiedzieć, bo już przeskakiwałam kolejne stopnie by znaleźć salę treningową na piętrze. Kiedy już podbiegłam do odpowiednich drzwi musiałam chwilę odetchnąć i zebrać odpowiednie słowa razem. Co ja mu powiem? Jestesmy skłóceni od ponad dwóch tygodni, nasze kontakty ograniczyły się do ,, Czesć'', a ja wciąż i wciąż nie zdobyłam się na przeprosiny. Ciężko jest mi żyć ze swiadomoscią, że ukrywał wiele rzeczy przede mną, ale to mój przyjaciel. Ktos kto zdarza się raz na milion i jest osobą na tyle wyjątkową, by warto było spędzić z nim każdą chwilę. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Ujrzałam Aleca i Jędrka w walce. Mój przyjaciel był naprawdę silny. Zdarzało mi się smiać z jego koordynacji ruchowej, ale chwilę później  byłam atakowana przez mistrza łaskotania i momentalnie się poddawałam. W dodatku jak nikt inny potrafił sprawić, że się usmiecham samoistnie. Bez wszelkiej pomocy. Do dzisiaj nie wiem jak to robił.
Odchrząknęłam i oboje obrócili się nagle.
- Hania?- zdziwił się Jędrek
- Cos się stało?- spytał Alec
- Och nie, wszystko w porządku. Chciałam się tylko spytać, czy mogłabym go porwać na chwilę?- starałam się by mój ton przybrał nonszalancki charakter, ale się nie udało. 
- Nie widzę przeszkód- odparł Alec.
Jędrek wstał i wyminął mnie wychodząc na korytarz. Zanim zamknęłam drzwi, Alec pokazał mi dwa kciuki w górę i posłał usmiech. Tak, zrobię to. Odwróciłam się.
- Przepraszam- powiedzielismy jednoczesnie. Z trudem powstrzymałam szeroki usmiech. Wciąż tacy sami.
- Powinienem Ci powiedzieć od samego początku. Ukrywałam przed Tobą moją największą tajemnicę, ale byłem przekonany, że mi nie uwierzysz.
- Ja też przepraszam. zamiast od razu się na Ciebie obrażać, mogłam w spokoju wysłuchać. Nadal nie rozumiem dlaczego sam się wsciekasz na to, że tu jestem.
- To.. trudne- powiedział cicho
- A co było kiedykolwiek łatwe?
- Racja- zasmiał się bez krzty wesołosci- Bo Ty.. jestes moją siostrą. To tak jakbym wysyłam Ciebie na pewną zgubę. Na wojnę z której możesz nie wrócić. Nie chcę bys trenowała, bo kiedy cos Ci się stanie..- urwał.
Ły stanęły mi w oczach. Mój własny przyjaciel chciał mnie chronić. Mój.. brat chciał by nie stała mi się żadna krzywda. Spojrzałam mu w oczy.
- Ja.. nie wiem co powiedzieć. Zawsze będziesz dla mnie bliski i nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć o tym, że jestes obecny w moim życiu już od dawna. Ale ja też chcę Ciebie chronić. Jak siostra. Chcę walczyć u Twojego boku. Być kiedy mnie potrzebujesz. Być z Tobą związana na zawsze.
- Czy Ty chcesz..?
- Tak. Zostaniesz moim Parabatai?
Tak, powiedziałam to. Byłam pewna znaczenia każdego słowa jakie powiedziałam. Był i nadal jest dla mnie kims ważnym i bliskim. Kims kto stoi obok gdy swiat jest mi obcy i srogi.
- Tak.- wyszeptał cicho i przytulił mnie.
Nie wiem ile tak stalismy na korytarzu, ale z pewnoscią długo. I jednego byłam tego dnia pewna. W końcu nie jestem sama...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz