piątek, 28 października 2016

Jesienny BOOK TAG! - by Adaline Bookworm

Witajcie książkoholicy!

Jesień już trwa w najlepsze, klimat stosownie się ochłodził, więc trwa czas ciepłych kocy, termosów, owocowych herbatek i dobrych książek, choć książka dobra na każdą porę roku. Postanowiłam, że podzielę się z Wami moimi odpowiedziami na pytania z tego TAGu, które podpatrzyłam u Kuby z bloga czytamboczytam ( link do jego odpowiedzi znajdziecie tutaj )
A zatem nie przedłużając rozsiądźcie się wygodnie i słuchajcie, a raczej czytajcie ;)






1. Jaka książka wydaje Ci się być idealna do czytania jesiennymi wieczorami?

Nie będę oryginalna, bo według mnie każda wydaje się idealna do tego by poświęcić jej kilka bądź nawet jeden jesienny wieczór. Ale najlepiej w tym okresie czyta się kryminały- jesień jest tajemniczą pora roku, czasem przeobrażeń i chłodniejszych klimatów toteż warto wziąć do ręki jakiś dobry kryminał i zaczytać się na dobre. A cóż ja polecam? Książki Remigiusza Mroza i Katarzyny Puzyńskiej powinny spisać się na medal. Wśród zagranicznych autorów typuję chociażby Johna Grishama czy Thomasa Harrisa. Pod kryminał możemy też z przymrużeniem oka podpiąć opowieści detektywistyczne z gatunku klasyki. Doyle i Christie to wierni towarzysze. 


2. Oglądałaś kiedyś film z motywem Halloween?

Zdarzyło mi się raz obejrzeć film, ale to było za czasów gdy rysowałam kredkami i zbierałam karteczki do segregatorów. Najzwyczajniej tego nie pamiętam. A co do samego kultu świętowania Halloween to u mnie zawsze wygląda to tak : siadam wieczorem zazwyczaj na łóżku, zapalam zapachową świecę i czytam sobie całą noc. Mam również mój mały rytuał wybierania książki na ten wieczór, więc podrzucajcie pomysły, a może skorzystam.


3. Suszyłaś kiedyś liście? Jaka książka padała ich ofiarą?

Suszyłam kiedyś namiętnie i najczęściej na moim celowniku pojawiały się encyklopedie bądź jakieś wielkie tomiszcza słowników. Ewentualnie coś co praktykuję obecnie to robienie własnego zielnika i opisywanie liści. Teraz głównie na projekty do szkoły, ale kiedyś miałam dwa- trzy zielniki wyłącznie do mojego prywatnego użytku.


4. Czy w którejś książce lub filmie znalazłaś motywy świąteczne, czy jesienne?

Prócz standardowego Kevina, który u mnie co roku w Święta Bożego Narodzenia leci to lubię film o bracie Świętego Mikołaja czy Listy do M. Z książek to oczywiście Harry Potter, którego można sobie odświeżyć w okresie świątecznym i nigdy nam się nie znudzi. A motywy jesienne możemy dostrzec w Dumie i uprzedzeniu oraz Zaginionej dziewczynie. 


5. Lubisz jesień? Jeśli tak, to za co?

Uwielbiam każdą porę roku, ale jesień jest szczególna w moim zestawieniu. Ma swój unikatowy klimat i jest to czas radosnego oczekiwania na upragnione Święta. Lubię zakopywać się w ciepły koc, oglądać moje ulubione amerykańskie seriale i pić herbatę korzenną z miodem. To nie byłaby ta sama uchwycona chwila gdyby nie było rzeczywistości jesiennej. Tak samo kolorystyka i te różnobarwne liście na drzewach. Aż ma się ochotę wyjść i porobić zdjęcia by to piękno uchwycić.


To były wszystkie pytania z tego TAGu. Mam nadzieję, że przypadł Wam on do gustu i z chęcią zrobicie go u siebie na blogach czy vlogach. Koniecznie podsyłajcie swoje linki w komentarzach bądź w wiadomości prywatnej na moim Facebooku. Życzę Wam równie cudownie spędzonej jesieni i widzimy się w kolejnym poście.


Buziaki!


Wasza Adaline   
 

poniedziałek, 17 października 2016

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

Nie wiem co dzisiaj jest za data. nie pamiętam nic, a nic co się wczoraj działo. Otóż, nasz kochany Magnus, zrobił na złosć Aleco'wi, który miał zamiar przyspieszyć składanie przez nas przysięgi Parabatai, więc wyprawił huczne przyjęcie na czesć wszystkich nowo zaciągniętych w szeregi Nocnych Łowców. Wiecie, pojęcie ''huczne'' u Magnusa oznacza zaproszenie połowy Manhattanu, dużo tańca, mnóstwo brokatu i przelewających się kolorowych drinków. Było to moje pierwsze wielkie wyjscie, więc chciałam wyglądać odpowiednio. Przekopałam całą szafę i znalazłam tylko podarte dżinsy, czarną koszulę i buty na obcasie. Pokręciłam sobie w duchu głową, bo to naprawdę wyglądało żałosnie. Więc chwyciłam się ostatecznej deski ratunku. Zapukałam w drzwi Isabelle, a jak otworzyła to nie zdążyłam otworzyć ust, a już wiedziała po co przyszłam.
- Kilka leży na łóżku. Ewentualnie możesz zmierzyć jeszcze dwie wiszące w szafie, ale podejrzewam, że tamte Ci się spodobają. 
W końcu się zdecydowałam. Posród skąpych kreacji, które ubrałabym raczej na pażę niż na imprezę znalazłam cekinową, dopasowaną, czarną sukienkę lekko przed kolano i z wyciętym dekoltem. Dobrałam do niej długi naszyjnik i czarne szpilki z moich zbiorów. Kiedy już byłam gotowa pozostawał tylko makijaż- tutaj znów Izzy pokazała na co ją stać. Przydymione oko i czerwona szminka. To jest to! Niezależnie, ale z pazurem. Tak wystrojona wyszłam z jej pokoju i dołączyłam do reszty. 
Dotarlismy na miejsce bardzo szybko i od razu porwał nas wir hipnotycznej muzyki i obserwujących nas wkoło zimnych tęczówek. Wampiry. Clary opowiadała mi co spotkało Simona gdy ostatni raz byli u Magnusa, więc wolałam nie ryzykować i omijałam ich szerokim łukiem. Pamiętam jeszcze powitanie z naszym gospodarzem, taniec i słodki smak, który pozostał mi na języku i od którego nie mogę się uwolnić. Wzięłam ze sobą Emmę i Jace'a, ale zamienilismy bodaj kilka słów, a musieli wracać do obowiązków. 
Szaleństwo. Imprezy u Magnusa to czyste, niezaprzeczalne szaleństwo gdzie następnego dnia budzicie się jak z wybrakowaną pamięcią. Bawiłam się genialnie, bo to pamiętam doskonale. Magnus nie oszczędza na imprezach i pomimo, że Alec był bardzo na niego wsciekły to dostrzegłam ten leniwy usmiech błąkający się w kąciku. Nawet on się dobrze bawił.
Kończę, bo zaczynam się robić senna. Dobranoc pamiętniku.

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

27 października 2016 roku

W Świecie Nocnych Łowców istnieją osoby obdarzone niesamowitymi zdolnosciami. Ponadprzeciętne. Jace Herondale potrafi swietnie walczyć, jest znakomicie wyszkolonym wojownikiem, zas moja przyjaciółka Clary potrafi tworzyć runy. Czyż to nie niezwykłe? Czytamy w wielu książkach o różnych postaciach- każda z nich ma w sobie pierwiastek niezwykłosci i każdą jedną doceniamy za cos zupełnie odmiennego. To wszystko wtedy nabiera innego wydźwięku. Kiedy tylko zaczytuję się w ukochane powiesci rodzi się w mojej głowie pytanie: Czy ja mam talent? A jesli tak to jaki? Wyruszyłam ku poszukiwaniu swojego talentu, odnajdywaniu siebie i w ten sposób powstał mój, unikatowy dar- gdy moje serce pragnie uleczyć zranioną osobę to runa uzdrawiająca potrafi nawet przywrócić osobę martwą do żywych. Warunkiem jest pozostawione ciało na ziemi. Wiecie co odpowie Wam kilkuletnia dziewczynka na pytanie kim chce zostać w przyszłosci? Albo księżniczka, albo piosenkarka, albo aktorka. Ja odpowiadałam zawsze: lekarz. Chcę leczyć ludzi i niesć im pomoc by na twarzach pojawiał się usmiech. Ale jak wiadomo kobieta zmienną jest to też z biegiem czasu plany się zmieniły, ale gdzies tam niewykorzenione marzenia wciąż trwają. Kiedy myslę ile żywotów byłabym w stanie ocalić to, aż serce się raduje. Bez stresu stanę u boku ukochanych mi osób i będę walczyć, wiedząc, że jesli ktokolwiek z nich poniesie smierć to będę mogła mu pomóc i tchnąć z powrotem w ich ciało ducha. 
Ojej, tak się rozpisałam, że nawet nie spojrzałam na godzinę. Muszę szybko chodzić, bo cerber ( tak sobie pieszczotliwie nazywam Izzy) wyszedł na łowy, by czyhać na bezbronne dzieci, które zamiast spać, piszą. Na szczęscie mam mój swiecący kamień i... książkę pod poduszką. Cóż, tylko jeden rozdział i przysięgam, że kładę się spać...





***



28 października 2016 roku 

Moje serce rozpływa się niczym czkoladowe fondue z owocami. Pora na moją litanię przystojniaków z którymi z przyjemnoscią bym potrenowała, albo przeszła się na przyjemny spacerek. A więc zacznijmy od tego, że mój babciowaty charakter się we mnie odzywa i dla mnie- żyjącej w XXI- wieku dziewczyny- nie ma przeszkód ku temu by zakochać się w Nocnym Łowcy za czasów wiktoriańskiej Anglii. Tamten okres pociąga mnie najbardziej. Te stroje, te zwyczaje, tamten klimat. Wszystko mówi mi, że bardzo źle, że moim darem jest uzdrawianie, bo mogłabym szybkim ruchem zamienić się w Tessę, wrócić ciałem do tamtych lat i zakochać się bez pamięci w Willu Herondale'u. Ale co ja mówię? Z chęcią zajęłabym Tessy miejsce u boku  mojego Willa. Jest on typowym romantykiem. Mogłabym godzinami przesiadywać z nim w bibliotece otoczona książkami. Skradalibysmy sobie pocałunki pomiędzy regałami. Przy obiedzie trzymałabym jego dłoń kurczowo pod stołem, a wieczorami... Siadalibysmy sobie w fotelach i opowiadali jak nam minął dzień gdy nie moglismy się zobaczyć. Na samą mysl moje serce bije szybciej. Ba, wierzę, że mój Will istniał, istnieje i będzie istniał zawsze. Czy wyobrażam sobie naszą randkę? Śnię o niej dniami i nocami. Delikatne musnięcia naszej skóry, ledwo zauważalne, ale stosowne. Wspólny taniec. Te zerkanie sobie prosto w oczy.
Chyba już na dzisiaj kończę, bo cos czuję, że i ta noc pozostanie bezsenną. Zostawiam Ciebie mój pamiętniku samego z tymi myslami, a ja odpływam w wir marzeń.
Dobranoc.

niedziela, 16 października 2016

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

25 października 2016 roku

Dzisiejszy dzień przesiedziałam w bibliotece. Izzy dała mi odetchnąć, ale powiedziała, że wieczorem da mi nieźle popalić, więc mam się szykować. Ale pewna rzecz nie dawała mi spokoju. A mianowicie znałam Wysokiego Czarownika Brooklynu, znane mi były również demony takie jak Pożeracz czy Abbadaon, jednak to bezwzględni krwiopijcy spędzali mi sen z powiek, nie dając spokojnie zasnąć. Wiele książek, filmy- coraz chętniej zagłębiałam się w motywy ich działań. Czy mają uczucia? Potrafią kochać? Kiedy już po raz dziesiąty przeglądałam ,,Draculę'' , analizując postać wampira, zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Kiedy się obudziłam nie byłam już w bibliotece. W pomieszczeniu było ciemno i czułam zapach starej wykładziny. Wstałam od stolika i poczułam pod stopami walające się deski. Szukałam jakiegokolwiek źródła swiatła. W końcu odnalazłam w kieszeni mój swiecący kamień. Na widok rozbitego szkła, rozwalających się walizek i wyłamanych krzeseł zadrżałam. Gdzie ja jestem do cholery? Ruszyłam w kierunku jedynego okna. Wyjrzałam przez nie i zobaczyłam dobrze mi znaną ulicę Nowego Jorku. Nie wiedziałam czy dziękować mojemu zwariowanemu umysłowi czy nie, bo dostrzegłam też ten nieszczęsny szyld ,,Hotel Dumort''. Na Anioła, po co Ci to było Hania, co? Przerzuciłam się na trzeźwe myslenie. Musze się jak najszybciej stąd wydostać, bo jesli degeneraci postanowili zostać dzisiaj w domu to najprawdopodobniej zaserwują dzisiaj na kolację surową Nocną Łowczynię. Po cichutku udałam się w stronę drzwi, ale nagle usłyszałam cichy jęk w kącie. Wzdrygnęłam się i szybko obejrzałam w kierunku dobiegającego głosu. Myslałam, że to tylko wiatr płata mi figle, ale ponownie usłyszałam ten niepokojący jęk. Moja ciekawosć zwyciężyła, więc powolnym krokiem, przeszłam w tamta stronę, zachwoując pełną ostrożnosć. Gdy już byłam na tyle blisko by dostrzec postać leżącą, odrzekłam:
- Kim jestes?
- Zajączkiem Wielkanocnym, który zgubił swoje jajka- zadrwiła ciemna postać
- Cos na pewno zgubiłes, ale podejrzewam, że chodzi o dumę.
- A to niby czemu?
- Bo będziesz zmuszony zniżyć się do mojego poziomu i zasięgnąć pomocy u Nocnego Łowcy.- odparłam, podchodząc bliżej. Mężczyzna był osłabiony i prawdopodobnie nie mógł się ruszać. Własnie- prawdopodobnie. Zachowałam bezpieczną odległosć między nami.
- Ostatnie czego pragnę na tym swiecie to tego by pomocy w opałach udzielała mi jakas smarkula. Dziecko, wracaj do Instytutu machać swoimi mieczykami, a mnie zostaw w spokoju. - przekręcił się na bok z sykiem
- Prawdopodobieństwo tego, że twoi pobratymcy Ciebie odnajdą zanim umrzesz jest znikome jesli stąd zniknę. Więc masz jakis wybór, kochaniutki?- Chciałam mu zetrzeć ten pewny siebie usmieszek z twarzy.
- Jestem Raphael- przedstawił się w końcu.
- Bardzo mi miło ciebie poznać, Raphaelu. Jestem Hania, więc teraz zaszczyć mnie informacją co Ci dolega?- spytałam nachylając się lekko. Wampirom nie można ufać, bo zanim się obejrzysz, a stajesz się przystawką jednak skąds znałam to imię. Raphael.. Raphael... cos mi podpowiadało, że mogę mu zaufać, a bynajmniej na tyle by wiedzieć, że nie posunie się do traktowania mnie jako potencjalnej zdobyczy.
- Ja.. nie jadłem od dawna. Zasłabłem i już nie mogę się ruszyć. Nogi odmawiają mi posłuszeństwa i nawet nie mam siły by kogokolwiek zawołać i prosić o pomoc. a w dodatku płaszczę się przed dzieckiem.- wyrzucił z siebie mężczyzna.
- Waż słowa, jesli chcesz jeszcze pożyć. Mogę sprowadzić pomoc. Moja znajoma, Clary, ma przyjaciela..- zaczęła, ale Raphael podniósł rękę.
- Chodzi Ci o Simona, prawda? Znam go bardzo dobrze. Przyprowadź go tutaj.- To już się rozwiązała tajemnicza zagadka kim jest ten wampir.
- Magiczne słowo?- powiedziałam
- Abra Kadabra? Wybacz, ale o to pytaj Magnusa. Ja o magii mam takie pojęcie co wilkołak o dobrych manierach.
- A może takie ,,proszę'', co?- poddaję się, a to niby wilkołaki nie mają manier?
- Niech Ci będzie, proszę- odburknął.

Po jakims czasie sprowadziłam Simona, a on pomógł Raphaelowi stanąć na nogi. Przyglądałam się jak wampir wyrzuca pustą fiolkę po krwi po czym podnosi się z podłogi.
- Dzięki, Simon- odrzekłam
- Nie ma sprawy, tylko następnym razem jak go znajdziesz, daj mu umrzeć albo przebij go kołkiem- szepnął mi na ucho chłopak.
- Słyszałem!- oburzył się Raphael.
Wywróciłam oczami i poprawiłąm kurtkę. Chyba pora wracać. Ruszyłam z miejsca.
-Hania!- zawołał za mną krwiopijca. Obejrzałam się z nadzieją, że nie usłyszę kolejnej ciętej riposty.
- Dziękuję- obdarzył mnie swoim usmieszkiem i wyleciał przez okno.
Tak oto zaczęła się moja znajomosć z wampirami. Co prawda Raphael do dzis przekręca historię naszej znajomosci, ale i tak oboje wiemy jak było naprawdę. Może go nie stać na wylewne wyznania, ale polubilismy się. Na tyle na ile jest możliwa znajomosć wampira z Nocnym Łowcą. Zasypiając czekałam tylko na początek następnego dnia. Co znów mnie czeka? 

***


26 października 2016 roku

Skoro już prowadzę pamiętnik to chciałabym się tutaj też podzieli moją tajemnicą. Prócz Parabatai mam jeszcze jednego przyjaciela. Kogos kto wspierał mnie od samego początku i pomimo, iż nie jest ze mną na co dzień w Instytucie to listy pozwalają nam utrzymać bliską relację. Mowa tutaj o ognistowłosej Clarissie Fray. Jak się poznałysmy? Byłam na wystawie w Nowym Jorku gdzie szkoła artystyczna wystawiała prace swoich uczniów. Nic nie przykuło mojej uwagi tak bardzo jak malowidło, które samotnie stało w kącie. Były na nim różne znaki, które wspólnie tworzył koło, a po srodku był jeden wielki, mocno wyrysowany czarną farbą.
- Interesujące, prawda?- szepnął mi ktos na ucho. Ujrzałam niską dziewczynę o rudych włosach związanych w wysoką kitkę. Miała na sobie luźny zielony sweter i plakietkę ,,Clarissa Fray, uczennica''
- To Twoje dzieło?- zapytałam.
-Owszem- odparła
- Ja znam te znaki. Naprawdę ciekawa koncepcja.
- Znasz runy?- Clary nie dowierzała.
- Tak, mama mi je pokazała kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Od tamtego czasu bez przerwy je maluję- czy to na scianie, czy na bloczkach z karteczkami. Czasem się zdarzało, że układałam je z zapałek.- powiedziałam nie odrywając wzroku od obrazu.
- Masz ochotę na herbatę? Ja stawiam- zaproponowała dziewczyna
- Pewnie, z chęcią.
Przegadałysmy w ten sposób całe popołudnie. Clary opowiedziała mi swoją historię- jak dowiedziała się, że jest Nocną Łowczynią, jak poszukiwała swojej matki, a przede wszystkim o spotkaniu swojej największej miłosci. Słuchałam jej jak zaklęta. Obie mamy wiele wspólnego. Jestesmy artystycznymi duszami. Zamykamy się w swoich swiatach, mamy własną rzeczywistosć. Kochamy swoją rodzinę i dla niej jestesmy w stanie poswięcić wszystko bez względu na to ile to będzie kosztować. Jesli wyznaczymy sobie cel, dążymy do jego spełnienia do skutku. Kiedy kochamy to całym ciałem i duszą. Kiedy walczymy to w obronę dobra. Dostrzegamy więcej niż bysmy chciały, jestesmy dwoma dopełniającymi się duszami. Każda stanowi częsć tej drugiej. Śnimy o sobie, piszemy do siebie i wciąż liczymy na to, iż kiedys jeszcze będzie dane nam się spotkać...

Z PAMIĘTNIKA NOCNEGO ŁOWCY- TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW

Hello Shadowhunters!

Miałam tak zabiegany tydzień, że nie znalazłam nawet chwili. Wiecie, treningi, nauka i polowanie na demony bywa naprawdę uciążliwe i zabiera mnóstwo czasu, ale słuchajcie mnie uważnie. Każdy dzień skrupulatnie opisywałam w swoim pamiętniku. Co prawda już raz próbował mi go podwędzić kot, ale prócz naderwanej okładki wszystko ocalało. Więc dzisiaj podzielę się z Wami kawałkiem siebie. Hani jako Nocnej Łowczyni i pogromczyni demonów. Jestescie gotowi? Mam nadzieję, że tak, bo ja niekoniecznie i strasznie się stresuje. Ale módlmy się by Razjel miał mnie w swej opiece...


1 października 2016 roku

Trafiłam do Instytutu. Kiedy otworzył się wrota tego wielkiego budynku z trudem przełknęłam slinę i myslałam, ze zemdleję. Odebrało mi mowę na sam widok tego miejsca, a jeszcze większy strach wzbudzało we mnie wnętrze. Ile pomieszczeń ma? Ilu Nocnych Łowców się tam szkoli? Czy jestem jedyna w tak młodym wieku? Moją głowę zalała fala pytań. Na ziemię sprowadziła mnie czyjas delikatna dłoń, która chwyciła mnie za ramię. Obok ujrzałam Clary
- Trema?- zapytała delikatnie
- Nawet nie wiesz jak wielka- wyszeptałam cichutko.
Rudowłosa zerknęła na budynek.
- W Nowym Jorku Instytut robi równie piorunujące wrażenie. Ale nie masz się czym martwić- on tak tylko groźnie wygląda, w srodku jest o wiele przyjaźniej- zapewniła mnie Clary. Pozostawało mi uwierzyć jej na słowo i czekać, aż w końcu poznamy jego tajemnicze wnętrze.
- Więc jak.. Wchodzimy? - spytałam niesmiało.
- Oczywiscie, ale zanim to, musisz wybrać sobie swojego trenera- odrzekła dziewczyna
- Trenera? Myslałam, że Ty nim będziesz?
- Oj chciałabym, ale to nie moje miejsce. Jestem tylko posłańcem, który tutaj miał Ciebie odprowadzić. Pamiętaj, możesz wybrać każdego kogo chcesz. Bez względu na to z jakiej książki bądź epoki pochodzi. To twoja decyzja i podejmij ją słusznie.- po tych słowach Clary rozpłynęła się niczym kamfora. Rozglądałam się jeszcze dwa razy by upewnić się, że nie zwariowałam i naprawdę jej już nie ma. Zostałam sama.
Co teraz? Mam sobie wybrać trenera.. kogos kto będzie mnie uczył. Potrzebuję kogos zdecydowanego. Pewnego siebie i nieugiętego w walce. Nie obraziłabym się gdyby nauczył mnie mój trener jak w walce poruszać się z wdziękiem czy klasą, więc pomyslmy.. Wiem! Isabelle Lightwood! Ona będzie idealnym trenerem dla mnie! W dodatku byłą na tyle intrygującą postacią, że z przyjemnoscią wniknę w jej charakter jeszcze bardziej. Z zadowoleniem pobiegłam ku drzwiom do Instytutu i weszłam. W holu stała ubrana w długą białą suknię postać o kruczoczarnych włosach, z mocną posturą. Isabelle usmiechnęła się do mnie i wyciągnęła ręke.
- Witamy w Londynie, Haniu.


23 października 2016 roku


Takim sposobem mijały mi dni w Instytucie. Uczyłam się kreslenia run, nowych metod walki, zielarstwa, a raz nawet zdarzyło się, że przybył do nas we własnej osobie Magnus Bane by zaprezentować nam swe techniki magiczne. Cóż, pominę, że potem musielismy wszyscy za karę szorować salę pełną brokatu, ale było naprawdę ciekawie. Pewnego dnia na naszym codziennym treningu, Izzy rozciągając się, zapytała
- Masz swojego Parabatai?
- Co takiego?- odwróciłam w jej stronę głowę, zapinając jednoczesnie pas
- Ten brokat to dał Ci chyba nieźle po głowie. Za dwa tygodnie wszyscy z Waszej grupy, a bynajmniej Ci których szkolę ja, Jace, Alec i Hodge składacie przysięgę Parabatai, dlatego pytam kto wpadł w Twoje sidła i będzie tym nieszczęsnikiem?
- Bardzo smieszne. W sumie to...- zawahałam się. - Jest jedna osoba, którą znam już od dawna- zanim zostalismy Nocnymi Łowcami bylismy przyjaciółmi. Tyle, że...
- Tyle, że...?- ciągnęła dalej Izzy
- Tyle, że od kiedy trafiłam do Instytutu, nie odzywa się do mnie. Byłam zła na niego, bo nie powiedział mi, że również w tym roku rozpocznie szkolenie. Ukrywał przede mną tak istotną sprawę.
- A któż to taki jesli mogę spytać?- Isabelle byłą nieustępliwa. Dlatego byłą moją trenerką.
- Na imię mu Jędrek.
- Jędrek... Szkoli go Alec. O ile się nie mylę teraz mają trening w sali na piętrze. Jesli nie chcesz utracić szansy na byciu z nim związaną krwią i duszą to radziłabym Ci pędzić.- odpowiedziała Izzy
- Teraz? Mam opuscić trening?
- Sama nie wierzę, że to mówię, ale tak, możesz opuscić trening. Ale..
Nie usłyszałam co chciała mi powiedzieć, bo już przeskakiwałam kolejne stopnie by znaleźć salę treningową na piętrze. Kiedy już podbiegłam do odpowiednich drzwi musiałam chwilę odetchnąć i zebrać odpowiednie słowa razem. Co ja mu powiem? Jestesmy skłóceni od ponad dwóch tygodni, nasze kontakty ograniczyły się do ,, Czesć'', a ja wciąż i wciąż nie zdobyłam się na przeprosiny. Ciężko jest mi żyć ze swiadomoscią, że ukrywał wiele rzeczy przede mną, ale to mój przyjaciel. Ktos kto zdarza się raz na milion i jest osobą na tyle wyjątkową, by warto było spędzić z nim każdą chwilę. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Ujrzałam Aleca i Jędrka w walce. Mój przyjaciel był naprawdę silny. Zdarzało mi się smiać z jego koordynacji ruchowej, ale chwilę później  byłam atakowana przez mistrza łaskotania i momentalnie się poddawałam. W dodatku jak nikt inny potrafił sprawić, że się usmiecham samoistnie. Bez wszelkiej pomocy. Do dzisiaj nie wiem jak to robił.
Odchrząknęłam i oboje obrócili się nagle.
- Hania?- zdziwił się Jędrek
- Cos się stało?- spytał Alec
- Och nie, wszystko w porządku. Chciałam się tylko spytać, czy mogłabym go porwać na chwilę?- starałam się by mój ton przybrał nonszalancki charakter, ale się nie udało. 
- Nie widzę przeszkód- odparł Alec.
Jędrek wstał i wyminął mnie wychodząc na korytarz. Zanim zamknęłam drzwi, Alec pokazał mi dwa kciuki w górę i posłał usmiech. Tak, zrobię to. Odwróciłam się.
- Przepraszam- powiedzielismy jednoczesnie. Z trudem powstrzymałam szeroki usmiech. Wciąż tacy sami.
- Powinienem Ci powiedzieć od samego początku. Ukrywałam przed Tobą moją największą tajemnicę, ale byłem przekonany, że mi nie uwierzysz.
- Ja też przepraszam. zamiast od razu się na Ciebie obrażać, mogłam w spokoju wysłuchać. Nadal nie rozumiem dlaczego sam się wsciekasz na to, że tu jestem.
- To.. trudne- powiedział cicho
- A co było kiedykolwiek łatwe?
- Racja- zasmiał się bez krzty wesołosci- Bo Ty.. jestes moją siostrą. To tak jakbym wysyłam Ciebie na pewną zgubę. Na wojnę z której możesz nie wrócić. Nie chcę bys trenowała, bo kiedy cos Ci się stanie..- urwał.
Ły stanęły mi w oczach. Mój własny przyjaciel chciał mnie chronić. Mój.. brat chciał by nie stała mi się żadna krzywda. Spojrzałam mu w oczy.
- Ja.. nie wiem co powiedzieć. Zawsze będziesz dla mnie bliski i nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć o tym, że jestes obecny w moim życiu już od dawna. Ale ja też chcę Ciebie chronić. Jak siostra. Chcę walczyć u Twojego boku. Być kiedy mnie potrzebujesz. Być z Tobą związana na zawsze.
- Czy Ty chcesz..?
- Tak. Zostaniesz moim Parabatai?
Tak, powiedziałam to. Byłam pewna znaczenia każdego słowa jakie powiedziałam. Był i nadal jest dla mnie kims ważnym i bliskim. Kims kto stoi obok gdy swiat jest mi obcy i srogi.
- Tak.- wyszeptał cicho i przytulił mnie.
Nie wiem ile tak stalismy na korytarzu, ale z pewnoscią długo. I jednego byłam tego dnia pewna. W końcu nie jestem sama...




poniedziałek, 10 października 2016

TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW #1

Witajcie Nocni Łowcy!

Jesteście gotowi na szaloną zabawę i podróż w głąb świata gdzie wszelkie legendy, mity opowiadane przy ogniskach stają się prawdą? Z pomocą przychodzi nam niezastąpiona Embers i jej TRENING NOCNYCH ŁOWCÓW! Macie okazję stworzyć swoją kreację Łowcy demonów, ale też poznać wiele ciekawych osób. Ja z przyjemnością biorę w tym udział, więc posty na ten temat będą pojawiały się aż do konca wydarzenia.

Ciekawi pytań i tego co przygotowała dla nas Embers? Zadeklarujcie udział w wydarzeniu tutaj.


Więc przejdźmy do pierwszego pytania jakim jest wybór Instytutu w ktorym chciałoby się pobierać naukę. 





Cóż, jak dowodzi to pytanie jestem strasznie monotematyczna. Wiecie co bym wybrała? Instytut w Londynie. Nie dość, że od kiedy pamiętam marzy mi się podróż do Wielkiej Brytanii, bo to taka moja mała stolica ,,przystojnych bohaterów z ksiazek" to jeszcze kojarzy mi się z ulubionymi postaciami z książek Cassie. Serią ,,Diabelskie Maszyny" rozkochala mnie nie tylko w swoim stylu pisania, ale też w miejscach, które przedstawiła. Wyobrażacie sobie kroczyć ścieżkami bohaterów tak Wam bliskich? Oglądać wszystko to co widzieli każdego dnia? A przede wszystkim móc przebywać w ogromnej bibliotece bez nerwów, że ktoś Was nakryje i zagoni do nauki? W dodatku szkolenie się w Instytucie uczy metod obrony. Wiecie jak czasem mam ochote skopać tylek jakiemuś demonowi? Wychodzi ze mnie moja druga, bojowa, natura, a wtedy miałabym okazję ja jakoś spożytkować. Czyż to nie cudowne? Marzeń mam wiele, ale to jedno z nielicznych, których pragnę najbardziej. 



A gdzie Wy chcielibyście chodzić? Piszcie w komentarzach, bawcie się ze mną i dzielmy się miłością do Cassie :)


Buziaki!

Wasza Adaline


niedziela, 9 października 2016

,,Prawo Mojżesza'' Amy Harmon - Recenzja książki

Witajcie!

Jak Wasza jesień? Mi mija pod znakiem czytania przy kocyku i cieplej herbacie oraz oglądaniu namiętnie ,,Suits'', więc póki co nie narzekam i cieszę się tą porą póki trwa. Właśnie na takie jesienne popołudnia i wieczory chciałabym Wam polecić tą książkę. Ciepłą, z przesłaniem, a niekiedy bolesną. Zapraszam na recenzję!








,,Prawo Mojżesza'' to historia nastolatka, którego znaleziona w publicznej pralni Quick Wash w koszu. Miał zaledwie kilka godzin i był bliski śmierci. Jego matka, narkomanka, porzuciła go od razu po urodzeniu, a po zaledwie kilku dniach sama kopnęła w kalendarz. Tak oto chłopiec trafił w ręce babci, która go wychowała. 
Pewnego dnia osiemnastoletni Mojżesz trafia na posiadłość rodziców siedemnastoletniej Georgii gdzie pomaga w codziennych czynnościach. Młodą dziewczynę zaczyna intrygować i coraz bardziej wnika w jego charakter, poznając tajemnice jakie ukrywa. Czyta z niego jak z otwartych kart, poznaje coraz bardziej, a tym samym.. zaczyna tonąć...

***

Jak głosi szlachetny opis z tyłu książki jak również hasło na okładce ,,ta historia nie kończy się happy endem''. W takim razie, skoro to historia miłosna, co takiego może zafundować czytelnikowi autorka? Przede wszystkim coś niebanalnego. Wykreowany przez Amy Harmon świat nie sprzyja głównym bohaterom, nie dostają to czego chcą i życie daje im nieźle popalić, a jednak wciąż i wciąż z uporem chcą sprzeciwić się temu losowi na jakie ich skazało. 
Relacja pomiędzy Gerogią i Mojżeszem to jest miłość początkowo jednostronna. Nie łączy ich nawet przyjaźń, bo chłopak stara się odizolować od dziewczyny co dodatkowo potęguje jej fascynację. 
Mojżesz jest ciekawie skonstruowaną postacią. To czarnoskóry nastolatek, widzący osoby zmarłe. Posiada niesamowity talent, którym jest malowanie co staje się jego sposobem na rozładowanie emocji i wyrażenie również samego siebie. W miasteczku wszyscy traktowali go z rezerwą przez co był głęboko zamknięty w sobie i jedyna osoba do której zawsze mógł się zwrócić to w podeszłym wieku babcia. Nigdy nie chciał się zakochać. Miłość była dla niego czymś odległym i nieosiągalnym. Na plus książki należy zaliczyć skonstruowane dialogi pomiędzy bohaterami. Mimo, iż osiemnastolatek był małomówny to Georgia często prowokowała rozmowę. Dziewczyna jak to nastolatka, jest ciekawa świata, ma marzenia i wiele planów na przyszłość. Prowadzi z rodzicami farmę z końmi gdzie udziela się jako terapeutka dla dzieci. Poprzez kontakty z końmi, osoby chore otwierają się, zaczynają odczuwać. Autorka ujęła ten element od drugiej strony- nie osoby chorej, a pomagającej. Konie stanowią odzwierciedlenie osób, które uczestniczą w takiej sesji- umacnia je, daje siłę w kontakcie z ludźmi. Georgia choć młoda wykazywała się dużą dojrzałością. Była opiekuńcza, czuła i może nieco zagubiony w tym wszystkim co ją spotkało.
Ta piękna miłość jaka ich połączyła rodziła owoce w takich chwilach gdy rodził się kryzys. Bohaterowie za późno spostrzegli się ile utracili przez ten czas gdy zamiast umacniać to co ich łączy coraz bardziej oddalali się od siebie. Ciągną za sobą ból, widmo niespełnionych obietnic i smutek. 
Ważnym aspektem jest również sztuka, nieodłączny element towarzyszący osobie Mojżesza. Wszystko co tworzy jest piękne, ale i przerażające. Ma w sobie pierwiastek zaskoczenia, budzi strach, a sam chłopak nigdy nie kontroluje tego co maluje. Z czasem zaczyna on dzielić się swoim talentem z ludźmi.
Powieść faktycznie happy endem się nie kończy, ale to nie oznacza, że z góry jest tylko i wyłącznie bolesna. Wspólne chwile jakie spędziłam z parą nastolatków są niezapomniane i zachowam je w pamięci na długo. To jedna z tych książek , o której się nie zapomina, a z przyjemnością do niej wracamy, bo za każdym razem mamy okazję odnaleźć w niej coś zupełnie nowego czego nie dostrzegliśmy wcześniej. Przeżywamy z bohaterami miłosne uniesienia. Zakochałam się w świecie wykreowanym przez Amy Harmon, w jej języku, lekkości pisania, a przede wszystkim ukazywaniu rzeczywistości w brutalnie realny sposób. Taka historia może zdarzyć się każdemu, człowiek jest nieodgadnioną zagadką. Nigdy nie wiemy czego możemy się po samych sobie spodziewać. A zwłaszcza kiedy stracimy w życiu to co było nam tak bliskie...


Gorąco polecam Wam tę powieść kochani! Zanurzcie się w głąb tej magicznej powieści i zatraćcie się w niej.


Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie wydawnictwu Helion. Życzę Wam spokojnej niedzieli i zaczytanego tygodnia. Buziaki!


Wasza Adaline

środa, 5 października 2016

,,Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn - Recenzja książki

Dobry wieczór kochani!
Cierpi ktoś z Was na bezsenność? A moze ktoś z Was uważa porę nocną za najlepszą na czytanie? Z powodu braku czasu ostatnio coraz bardziej przekonuję się do tego wariantu i tak też było w przypadku tej książki. Fakt faktem udało mi się ją skończyć w wakacje, ale gwarantuje Wam wszystkim- od niej po prostu nie da się oderwać...




Wyobrażacie sobie sytuacje kiedy nagle znika Wasza ukochana bliska osoba, a wszystkie poszlaki wskazują na to, że maczaliscie w tym palce? W takiej sytuacji postawiono Nicka- głównego bohatera powieści Gillian Flynn. Wraz ze swoja żoną Amy obchodzą juz piątą rocznicę ślubu jednak ,,sielanka zakochanych" znika gdy młoda kobieta znika w tajemniczych okolicznościach. W domu widać ślady wskazujące na porwanie, policja odkrywa nowe karty tej tajemnicy, a Nick zaczyna zachowywać się bardzo podejrzanie. On i jego siostra blizniaczka Go walczą by mężczyzna odzyskał dobre imię jakie utracił w obliczu kilkunastu tysięcy widzów telewizji, internatów i ostatecznie samych rodziców ,,Niezwykłej Amy". Kto tak naprawdę stoi za zaginieciem? Jaką intrygę utkał domniemany porywacz?

***

Książka to przede wszystkim sporych gabarytów tomiszcze przepełnione akcją. Owszem, bywają momenty kiedy rozdział nam się dłuży, ale jest to sporadyczne. Fabuła na pozór banalna posiada kilka wątków, które autorka rozwija powoli- nie daje czytelnikowi pola manewru, a więc sama kieruje go w ten sposob, by do samego końca nie byl pewny kto za tym wszystkim stoi. Narracja jest prowadzona ze strony Nicka i Amy. Pojawiają się retrospekcje z czasów gdy mlode małżeństwo się poznawalo, jak nawiązywała sie ich chora relacja. Bo niestety nie znam lepszego określenia dla tego co łączyło tą dwojke. Kiedy początkowo było to zauroczenie rodem z nastoletnich książek- wzajemne zainteresowanie sobą, poznawanie swoich zwyczajów i dziwactw tak wraz z upływem lat, ta miłość przeradza się w obsesję ze strony Amy. A tym samym zauważamy jak bardzo są od siebie różni i jak mało o sobie wiedzą. Oboje udają przed sobą kogoś innego. Mają kilka oblicz, które ukazują nie tylko tej drugiej połowie, ale również rodzicom, policji czy sąsiadom.
Teoretycznie jest to mocny thriller, a ostatecznie? Powiedziałabym raczej, że dobrze skonstruowany kryminał ze smaczkiem pod sam koniec powieści. 
Jeśli zaś chodzi o kreację bohaterów to uważam, że najbardziej intrygującą postacią, która wpływa na odbiór całkowicie ksiazki jest wlasnie Amy, a nie Nick. Ona jest chodzącą zagadką i nieodkrytą tajemnicą. W jej narracji pojawiają się notki z dziennika, który prowadziła j przestrzeni lat, a wiekszosc wpisów jest niepokojąca- czytelnik wnika w jej umysł, zamyka się wewnątrz po czym pragnie jak najszybciej wyjść, bo to co pojawią się się glowie Amy jest bolesne, momentami dziwne i zaskakujące. Jednym słowem jest kreatywną osobą, jeśli tak można określić kogoś z jej charakterem.
Nick i Go są nierozlaczni. Jedno jest w stanie pójść za drugim w ogień i bronić go do ostatnich sił. Go pełni rolę zdrowego rozsądku, bo Nick wobec tych wszystkich wydarzeń traci zmysły. Odebrałam go raczej obojetnie- chwilami jego decyzje mnie denerwowaly i szokowały, ale ogólnie był ciekawie skontruowanym charakterem.
Rodzice Amy przyprawiali mnie o mdłości. Było wręcz do bólu uroczy islodcy, troskliwi rodzice, którzy tak naprawdę odebrali swojemu dziecku radość dziecintwa i podzielili się nimi z tysiącami odbiorców. Pod tą fasadą czułości kryła się chęć rozgłosu i jak największej popularności serii książek o ,,Niezwykle Amy". Naprawdę straszne...
Zakończenie... Wbiło mnie w fotel. Zamknęłam książkę, spojrzałam na nia i rzeklam do siebie ,,Co rąk naprawde sie wydarzyło?". Takiego zwieńczenie historii nikt by sie nie spodziewał. Nie jest ono ani pozytywne ani negatywne. Ale jeszcze bardziej ukazuje to jak od samego poczatku wygladal związek Amy z Nickiem. Książka pozostawiła furtkę przez co każdy czytelnik ma okazję snuć domysły co takiego dalej sie mogło stać z głównymi bohaterami. To chyba jest najbardziej przerażające...


Nie wiem jak podsumować tą książkę. Była.. dziwna. To była pewnego rodzaju nowość, pomimo fasady ,,odgrzewanego kotleta", ale jednak przez ponad połowę mialam szczękę opuszczona do samej podłogi z wrazenia i niedowierzania. Czy warto ja przeczytać? Uważam, że tak, a na pewno by wyrobić własną opinię. Osobiście twierdzę, iż była dobra, ale nie na miarę porządnego, krwistego thrillera. Średniaczek.



Czytaliście jakąś książkę Gillian Flynn? A może już mieliscie styczność z ,,Zaginioną dziewczyną"? Dzielcie sie  komentarzach swoim zdaniem!


Miłej zaczytana nocy i cudownego kolejnego dnia!


Wasza Adaline

niedziela, 2 października 2016

,,Skazani na ból'' Agnieszka Lingas-Łoniewska - Recenzja książki

Witajcie!

Mamy już piękną jesień, za oknem widzimy opadające liście z drzew, temperatura powoli spada, a my jedyne na co mamy chęć to zakopać się w pościeli z kubkiem dobrej herbaty, a może nawet nieodłącznym towarzyszem jakim jest wybrana przez siebie lektura. Szukając czegoś lekkiego i przyjemnego natrafiłam na książkę tej Pani. Nie mam w zwyczaju czytać opisów ze względu na liczne spoilery, więc tak też było w tym przypadku- podeszłam do niej zupełnie naturalnie, nie nastawiając się na nic. Wniosek: rozczarowałam się pod tylko jednym względem. To nie jest lekka historia.






,,Skazani na ból'' to historia Aleksa i Amelii. Ona pochodzi z dobrego domu, świetnie się uczy, jest jednym słowem zwyczajną nastolatką, ale ma za sobą bardzo trudną przeszłość, które w dzisiejszych czasach może wzbudzać wiele kontrowersji. Aleks to dwudziestolatek, od czterech lat należący do społeczności skinheadów. Ma swoje ideały i bractwo do którego należy, traktując je jak rodzinę, której nigdy nie mógł mieć. Wydawać by się mogło, że jest między nimi jedna wielka przepaść, bo pomimo obupólnych trudnych sytuacji życiowych są one zarazem tak skrajne. Jednak ich pierwsze spotkanie, n ie należące do najprzyjemniejszych, sprawi, iż zakochają się w sobie jak prawdziwi nastolatkowie- gwałtownie, namiętnie i głęboko. Tu rozpoczyna się ich wspólna przygoda- skrywane tajemnice, tak bolesne, pogoń za wzajemnym szczęściem i poszukiwania samego siebie.
Przede wszystkim ta książka to jedno wielkie tornado uczuć w które czytelnik wpada, ono trzyma go do końca by potem wbić nóż w plecy i wywołać dreszcze. Pani Łoniewska w ciekawy sposób poprowadziła całą fabułę, a jej styl pisania sprawia, że połykamy tę powieść w mgnieniu oka. To historia wywołująca silne emocje. Dosłownie miałam dostępny cały ich wachlarz i jak na jednej stronie potrafiłam się cieszyć to na drugiej płakałam rzewnymi łzami. Akcja tam pędzi niczym błyskawica, zdarzają się momenty spokojne gdzie skupiamy uwagę na głównych bohaterach i napawamy się ich bliskością, ale zaraz po tym możemy się spodziewać prawdziwego rollercoasteru, gdzie nerwowo przygryzamy paznokcie i nabieramy chęci wejścia w książkę i porządnego potrząśnięcia jednym z naszej dwójki. 
Na korzyść książki wpływa również reasearch. Subkultury były jak dotąd dla mnie tematem tabu, nie zgłębiałam się w ich genezę, a autorka ,,Skazanych na ból'' w dokładny sposób przedstawiła skinheadów i ich zachowania. Dodatkowo zamieszczony z tyłu słowniczek pojęć, playlista i zamieszczone ankiety byłych i obecnych członków tej subkultury dają pełny obraz środowiska w jakim na daną chwilę się obracamy.
Co do postaci : Aleks imponował mi swoim bezwzględnym oddaniem własnym przekonaniom, taką delikatnością wobec Amelii i inteligencją. Poglądy mamy zupełnie różne dlatego też czasem byłam w niemałym szoku gdy mówił otwarcie o tym co głosi, choć nie do końca zawsze było to uczciwe. Sposób w jaki odnosił się do matki również pozostawał wiele do życzenia. To taki typowy ,,niegrzeczny chłopiec'' z nutką romantyzmu. Największe niebezpieczeństwo dla płci przeciwnej.
Zaś Amelia dorównywała mu inteligencją. Lubiłam jej upór i taką ciekawość nie tylko przez wzgląd na Aleksa. Pewnie większość czytelników tak ma, że odnajduje w bohaterach cechy wspólne, w moim przypadku było podobnie dlatego Amelię zaliczam do ulubionych postaci z książki. Postacie drugoplanowe były raczej mi obojętne, ale stanowiły ciekawe tło dla wydarzeń. Przyznaję, że znienawidziłam grupę skinheadów do której należał Aleks, ale sami się przekonacie dlaczego.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Agnieszki, ale cóż więcej powiedzieć- mam wewnętrzną potrzebę pobiegnięcia do księgarni i wykupienia wszystkich dzieł tej autorki. Czytałam ją ja, czytała moja mama i czytała ją moja ciocia- wszystkie trzy jesteśmy zachwycone! Uwielbiam te przetaczające się przez moją głowę myśli, a nawet zakończenie, które wpędza w depresję. Nie muszę wspominać, że okładka to cudeńko, nie? Wielkie plusy dla wydawnictwa. Ale wracając...
,, Skazani na ból'' to książka o bólu, ale takim który przeżywamy dzielnie, o pierwszej nastoletniej miłości, która bucha fajerwerkami na wszystkie strony świata i o różnicach, które przestają grać rolę. Aż miałam ochotę przejechać się do Wrocławia i pooddychać tamtejszym powietrzem.
Tą powieść zaliczam do grona moich ulubionych. Polecam wszystkim. Świetne wątki. Genialne dialogi. Pyszna historia.


A Wy czytaliście jakąś książkę Agnieszki Lingas-Łoniewskiej? Macie ją w planach?

Życzę Wam cudownej niedzieli i zaczytanego tygodnia!


Wasza Adaline