czwartek, 30 czerwca 2016

Remigiusz Mróz ,,Trawers'' - Recenzja książki

Cześć!

Moje wakacyjne plany na razie powolutku się spełniają. Mam więcej czasu na czytanie, nie ociągam się w domu i przede wszystkim korzystam z uroku miasteczka w którym mieszkam. Żyć nie umierać. Tą równowagę zaburzył mi autor, który spędził mi sen z powiek, a zwieńczenie mojej ulubionej serii dosłownie wbiło w fotel. Zapraszam na recenzję ,,Trawersu'' Remigiusza Mroza!





Zarys fabuły :

Grupa uchodźców miała zostać w Kościelisku tylko przez trzy dni. Wójt zakwaterował ich w sali gimnastycznej, czekając, aż rząd znajdzie dla nich stałe miejsce pobytu. Wszystko zmieniło się, gdy przypadkowy turysta został odnaleziony martwy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy. Odcięto mu opuszki palców, wybito wszystkie zęby, a w ustach umieszczono syryjską monetę.
Czy Bestia z Giewontu powróciła? A może to któryś z uchodźców jest winny? Rozpoczyna się nagonka medialna, a wraz z nią śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen.
Tymczasem Wiktor Forst wsiąka coraz bardziej w więzienny świat, zupełnie nieświadomy tego, że na wolności jest ktoś, kto liczy na jego ratunek...


***

Po raz kolejny Remigiusz Mróz nie daje odetchnąć czytelnikowi i w ułamku sekundy jesteśmy w stanie się przenieść do rzeczywistości wykreowanej przez autora. Tym razem mamy styczność z sytuacją, która obecnie panuje w kraju, a mianowicie napływ uchodźców. Krążą różne opinie dotyczące przyjmowania ich w nasze skromne progi jednakże prawda jest jedna - człowiek w obliczu niebezpieczeństwa jest w stanie podjąć się wielu kroków by zapewnić sobie spokój. To też uchodźcy, którzy przybyli do Kościeliska nie mają złych zamiarów, jednakże gdy w grę wchodzi zapewnienie sobie wzajemnej ochrony, są w stanie wiele poświęcić. Mamy tutaj postać Amiry, kobiety, która jako pierwsza nawiązuje kontakt z prokurator Dominiką. Wypowiada się w imieniu większości, że znaleźli w Europie szansę na lepsze jutro. Bo przecież nie każdy uchodźca to zamachowiec. Ale to i tak pozostawia presję społeczną, Syryjczycy spotykają się z szykanowaniem w Polsce. Temat jak najbardziej aktualny.
Prokurator Wadryś-Hansen zaczyna współpracę z Osicą. Razem rozpatrują sprawę morderstwa turysty. Nie chcą dopuszczać do siebie tej myśli, ale wszelkie ślady jakie pozostawiał morderca mogą wskazywać nie tylko na jednego z uchodźców, ale i na postrach tatrzańskich gór- Bestię z Giewontu. Po ziemi stąpa tylko jeden człowiek, który jest w stanie podążyć tropem Bestii i w końcu go ująć. Wiktor Forst. Ale co się dzieje z Forstem? Po wyroku skazującym, odsiaduje karę w więzieniu i niekoniecznie pozytywnie to na niego wpływa. Wiktor dostaje w końcu jasny sygnał od mordercy, że on czeka na niego na wolności i nie spocznie póki nie doczeka się konfrontacji. Były komisarz na własną rękę stara się w więzieniu rozszyfrować tożsamość Bestii jednak efekty są płonne. Wiktor już stracił nadzieję na możliwość wyjścia zza krat. Jego manną z nieba staje się twarde prawniczka z kancelarii Żelazny&McVay. Wiecie o kim mowa? Owszem, to jedyna i niepowtarzalna Joanna Chyłka. Kiedyś wyczytałam, że jeden z czytelników z chęcią zobaczyłby ich razem w tandemie, więc o to jest. I powiem Wam, że nieźle się dogadywali choć Chyłka ma dość piorunujący charakter. Na jaw wychpdzą nowe fakty, popełniane są kolejne morderstwa, a policja staje się marionetką w rękach szaleńca.
Remigiusz Mróż po raz kolejny nie zawodzi czytelnika. Znowu sprzedaje nam dawkę kapitalnych emocji, zwrotów akcji i dawki wiedzy o uchodźcach. Nie wyobrażam sobie lepszego zwieńczenia tej trylogii. Co więcej końcówka pozostawia delikatny niedosyt, ale to co dalej się będzie działo pozostanie w głowie każdego z nas. To pozornie spore tomiszcze połknęłam w zaledwie dwa wieczory. I to na jednym wdechu. Po zamknięciu książki wyczułam w powietrzy olbrzymiego kaca polekturalnego. Cóż, nie pomyliłam się. Jedynym złagodzeniem na niego jest sięgnięcie po kolejną dawkę co też zrobiłam kontynuując cykl książek o prawnikach z kancelarii Żelazny&McVay, ale może o tym kiedy indziej :)
Jeśli jesteście spragnieni silnych wrażeń z lektury, nie boicie się konfrontacji z siłami nieczystymi, a przede wszystkim czytanie sprawia Wam radość to jest to zdecydowanie seria dla Was. Sam autor zasługuje na miano mistrza polskiej literatury kryminalnej i podpisuje się pod nadaniem tego tytułu rękami i nogami. Serdecznie polecam! :)


A Wy czytaliście książki Remigiusza Mroza? Jakie zrobił na Was wrażenie? Dzielcie się opiniami w komentarzach :)


Tymczasem życzę Wam miłego popołudnia i zaczytanego tygodnia!

Wasza Adaline

niedziela, 26 czerwca 2016

Kathryn Taylor ,,Powrót do Daringham Hall'' - Recenzja książki

Witajcie kochani!


Wakacje już trwają w najlepsze, pogoda dopisuje i jest to czas na zawieranie nowych znajomości, podróże i przeżywanie wspaniałych przygód. chciałabym z tego miejsca życzyć Wam wszystkim udanych wakacji, byście wypoczęli i regenerowali siły na kolejne miesiące nauki, pracy czy zdobywania kolejnych doświadczeń. Wracajcie cali i zdrowi z urlopów :)
Wakacje to też czas przeżywania pierwszych miłości. Doznawania miłosnych uniesień, bliskości z drugą osobą. A któż by nie chciał tego doświadczyć? Główni bohaterowie książki o której dzisiaj będę mówić nie spodziewali się takiego obrotu spraw, a jednak los chciał by ich drogi się złączyły. Co z tego wynikło?







Zarys fabuły :


Ben Sterling to bogaty i przystojny biznesmen przyzwyczajony do nowojorskiego zgiełku, drogich garniturów i samochodów najlepszych marek. Zamknięty w sobie i powściągliwy – unika uczuciowego zaangażowania i głębszych relacji. Nie chce być uzależniony od nikogo.

Pewnego dnia dowiaduje się, że jego matka w dniu jego narodzin była żoną Ralpha Camdena, głowy szlacheckiego angielskiego rodu. Jako prawowity spadkobierca rodzinnej posiadłości Camdenów – Daringham Hall – Ben wyrusza do Anglii, by zemścić się na ojcu. Tuż po przybyciu zostaje jednak pobity i okradziony. Ratuje go Kate, która z czasem ulega jego urokowi.
Między nimi wybucha namiętność bez granic. Czy Kate zdoła zawrócić Bena z drogi zemsty?



O Autorce :


Niemiecka autorka romansów. Jej cykl "Barwy miłości" odniósł w Niemczech spektakularny sukces: pół miliona sprzedanych egzemplarzy i drugie miejsce na liście bestsellerów tygodnika „Der Spiegel”. Również w Polsce zyskał grono wiernych fanek. 

Trylogia Daringham Hall jest kolejną serią pełną namiętności i subtelnej erotyki.

Prywatnie Kathryn jest szczęśliwą żoną i matką. Pisanie to jej główne zajęcie – i pasja.



***

Jestem wielbicielką romansów od kiedy pamiętam, więc jak tylko na stronie ,,Książki Kobiecym Okiem'' ( Link tutaj ) znalazłam tą powieść to stwierdziłam, że koniecznie muszę poznać historię, która kryje się za kartami tej książki. Moja znajoma dobra duszka pożyczyła mi ją, mówiąc, że z pewnością się zachwycę. Zadziałało to na mnie jak płachta na byka, więc czym prędzej jak wróciłam do domu zabrałam się za lekturę. Powieść liczy około 300 stron zatem czytanie trwało krótko i przyjemnie. Autorka nie odkrywa przed nami nic nowego, ponieważ jej dzieło jest swego rodzaju powtarzającym się schematem jednak sam przebieg historii jest fascynujący.. Młody biznesman, który jest właścicielem dobrze prosperującej firmy informatycznej wyciera się do Anglii by załatwić sprawy z przeszłości, które odbiły piętno na jego życiu ( tajemnicza przeszłość- odhaczone). Gdy po drodze spotyka grupę dziewcząt nie spodziewa się dalszego przebiegu wydarzeń ( punkt kulminacyjny- odhaczone). I tu w tym momencie następuje przełom- nasi bohaterowie, Kate i Bryan poznają się w nietypowych okolicznościach- mężczyzna poszukujący pomocy dostaje porządnie w głowę od naszej pani weterynarz, która myślała, iż jest złodziejem czyhającym na życie staruszki, będącej klientką Kate. To zapoczątkowuje ich więź. 
Pojawia się kolejny wątek - utrata pamięci Bena. Nie wie skąd pochodzi, jak się znalazł w Daringham Hall, ale jego coraz to bardziej zażyłe stosunki z Kate powodują, że tak naprawdę odwleka poznanie prawdy o samym sobie. A w głowie kobiety pojawiają się pytania : Jak daleko może się posunąć? Czy serce pozwoli jej zakochać się w tym człowieku? To niewątpliwe.
Jak sugeruje opis jest to książka z subtelną erotyką w tle i to się zgadza. miłosne uniesienia bohaterów są delikatnie, czułe i namiętne. Wszystko jest wyważone, nie ma grama przesady czy też niestosownego słownictwa. Niestety jednak nie mam porównania z pierwowzorem, ale wydaje mi się, że tam również jest wszystko dopięte na ostatni guziczek.
Wyraźnie mamy zarysowane wątki o rodzinie zamieszkującej Daringham Hall i będącej jednocześnie właścicielami. To kochający się ludzie, którym niczego w życiu nie brakuje, a dzieci mają ułożone plany na przyszłość. Ich spokój rujnuje list od człowieka, który podaje się za prawowitego właściciela rezydencji i oczekuje od rodziny sprawiedliwości w podziale majątku. Pojawiają się kłótnie, wątpliwości, bezpodstawne oskarżenia, brutalna prawda. Pytanie pozostaje czy spory ostatecznie się rozwiążą?
Bohaterowie wzbudzili we mnie sympatię, głównie Kate i Ben. Nie był kolejnym zakochanym w sobie do przesady, umięśnionym bogiem, a zagubionym mężczyzną poszukującym siebie, ale potrafiącym jednocześnie postawić na swoim. A Kate- delikatna jak każda kobieta, ale trzymająca rękę na pulsie, stale analizująca, która ostatecznie ulega jego urokowi. 
Powieść pozostawiła u mnie lekki niedosyt, brakowało mi w niej czegoś co by sprawiło, że zapadnie mi w pamięć, ale jednocześnie gdy ją zamknęłam na twarzy zakwitł uśmiech satysfakcji i zaspokojonej tęsknoty. To książka idealna na jeden wieczór przy herbacie, bądź miłe popołudnie spędzone na świeżym powietrzu. Przynosi na myśl zapach jabłek w sadzie i powolny wiatr. Nie wymaga głębokich przemyśleń, jest lekka w odbiorze pomimo, iż każdy odnajdzie w niej coś dla siebie, coś pouczającego i otwierającego oczy.
Z chęcią sięgnę po kolejne tomy.
Polecam jako odskocznię od poważniejszej tematyki!


A Wy lubicie romanse? Zakochaliście się w przygodach Kate i Bena i macie ochotę poznać dalsze ich losy? Dzielcie się opiniami w komentarzach, z przyjemnością poznam Wasze zdanie na ten temat :)


Życzę Wam spokojnej niedzieli i udanego tygodnia!

Wasza Adaline

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Remigiusz Mróz ,,Przewieszenie" - Recenzja książki

Hej kochani!
Mamy już połowę tego tygodnia i coraz bliżej do wakacji. Już czuje zapach morskiej bryzy, delikatny wiatr i mewy lecące z oddali. Chyba każdemu z nas przyda się taka regeneracja sił przed kolejnym rokiem szkolnym. A tak się składa,że dzisiaj obchodzimy Dzień Wiatru, więc nie ma co obrazalskim byc tylko cieszyć się z pogody jaka panuje na dworze. Beata Pawlikowska na dzisiejszy dzień mówi tak : '' Cieszę się światem! Zamiast zwracać uwagę na to, co jest złe, głupie albo niesprawiedliwe, ja po prostu cieszę się tym, co jest dobre, mądre i piękne". Warto doceniac te nawet najdrobniejsze szczegóły naszego życia.
Dzisiaj przenosimy się w górskie klimaty i razem z Wiktorem Forstem rozwiązujemy sprawę tajemniczych morderstw na Podhalu....








Zarys fabuły :


Podhalem wstrząsa seria wypadków w górach. Początkowo czarna passa wydaje się jedynie ciągiem pechowych zdarzeń, jednak śledczy ostatecznie odkrywają związek między ofiarami. Każe on sądzić, że ktoś morduje turystów na szlakach. Dochodzenie prowadzi komisarz Forst. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że zabójstwa powiązane są ze sprawą, nad którą pracował z Olgą Szrebską. Zaczyna tropić mordercę, zbierając okruchy informacji, które ten zdaje się z premedytacją zostawiać. Kiedy zbliża się do rozwiązania sprawy, doganiają go upiory z przeszłości. Wiktor Forst będzie musiał stawić czoła nie tylko człowiekowi, którego ściga, ale także ludziom gotowym zrobić wszystko, by go pogrążyć.


***


Wracamy znów na górskie szlaki, a pogoda towarzysząca nam jest niebywale mroźna za sprawą pewnego chytrego autora, który uwielbia zaskakiwać czytelnika i nie daje spokojnie spać swojemu głównemu bohaterowi.
Tym razem komisarz Forst tak naprawdę staje się celem bestii z Giewontu. I nie tylko jego, ponieważ niektóre osoby są w stanie zrobić wszystko by tylko trafił na dno. Wydaje Wam się, że sporo przecierpiał w pierwszym tomie? A może, że wszystko co dotychczas wydawało się prawdą pozostanie nią do końca? Nic bardziej mylnego. Śledzimy przebieg działań Wiktora Forsta ku odnalezieniu sprawcy wszystkich zabójstw na Giewoncie jednak powtórnie los rzuca mu kłody pod stopy. A tym tajemniczym losem są zamiary autora wobec niego. Sam Remigiusz Mróz rzekł w którymś ze swoich wywiadów, że tak naprawdę to on rozwija się sam z bohaterem, poznaje go przez cały przebieg książki, ale też momentami staje się zależny od własnego umysłu i pisze to co mu dyktuje. Mężczyzna ma mieć cały czas pod górkę? Nie ma sprawy. 
,, Przewieszenie'' odkrywa nowe karty historii jaką kryją za sobą numizmaty. Na dokładkę Forst styka się ze swoją przeszłością, musi igrać z policją, ale jednocześnie zacieśnia więzy pomiędzy sobą, a Edmundem Osicą, bo obu im zależy na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy. Relacja pomiędzy tą dwójką jest zbliżona do relacji ojciec-syn. Forst pozornie stoi samotnie na polu bitwy jednak wie, że gdyby potrzebował pomocy to właśnie człowiekiem do którego się o nią ubiegnie będzie właśnie przełożony. Podobał mi się zabieg jaki zastosował autor, widać, że pomimo początkowej niechęci to są dla siebie pewnego rodzaju oparciem. Ale bądźmy sobie szczerzy, mężczyźni nie bywają wylewni :)
Na scenę wchodzi również prokurator Wadryś- Hansen i prokurator Gerc. Jak kobieta wydała mi się prawą i stoicko nastawioną do życia oskarżycielką tak Gerc próbował wręcz na siłę szukać dowodów, by tylko Wiktor został skazany. Jego celem nie było sprawiedliwe rozwiązanie sprawy, a raczej usilne zatrzymanie domniemanego sprawcy. Niezłe z niego ziółko i nie zyskał mojej sympatii, przeciwnie za wszelką cenę chciałam by mu zrobiono na złość :) W książce ukazane jest również zbliżenie na życie prywatne Wadryś- Hansen, jej relacje z mężem i dziećmi. Wzmianki o niej są przeplatane z dalszymi poczynaniami Forsta.
,,Przewieszenie'' to kolejna książka pana Mroza z jaką mam styczność i kolejny egzemplarz wspaniałej powieści jaki mogłam trzymać w rękach. Wartka akcja, niesamowity punkt kulminacyjny i ostateczne rozwiązanie, które dosłownie człowieka wbija w fotel. A to przecież dopiero drugi tom! Ta powieść po raz kolejny uświadomiła mi dlaczego jest jednym z najbardziej poczytnych autorów kryminałów w Polsce. Sprzedaje czytelnikowi to czego oczekuje : Przepustkę do zupełnie innej rzeczywistości, do świata, który zrodził się w autorskiej głowie, został przelany na papier i wciąga odbiorcę bez opamiętania. Jestem pod wrażeniem tak dobrej kontynuacji. Nie należę do zaprawionych czytelniczek kryminałów, ale już teraz mogę śmiało rzec, że najlepszą decyzją było właśnie sięgnięcie po dorobek literacki Remigiusza Mroza. Poziom został utrzymany, a nawet można się pokusić o słowa, iż poprzeczka została podniesiona. Jestem absolutnie bezkrytyczna, te książki uświadamiają mi za co tak naprawdę kocham czytanie. Jak bardzo pragnę oderwać się od własnej szarej rzeczywistości by poznać świat jakim postrzega go ktoś inny.
Powiem na koniec jedno. Tych powieści się nie zapomina. Cała seria o komisarzu Forście jest jak narkotyczna dawka, a ja jestem na głodzie i pragnę więcej. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po ,,Trawers'', ale tym razem to koniecznie muszę wyruszyć w góry, by poczuć ten klimat jak najbliżej. 
Serdecznie polecam całą serię!



Ale się rozpisałam :) Cóż, chyba wybaczycie mi słowotok, ale na raz nagromadziło się sporo myśli, a najlepszą formą wyrazu jest przelanie ich właśnie tutaj i podzielenie się opinią z czytelnikami :) A Wy czytaliście już serię o komisarzu Forście? Macie ją w planach?



Życzę miłego dnia i słonecznego tygodnia!


Wasza Adaline





niedziela, 12 czerwca 2016

Kiera Cass ,,Rywalki'' - Recenzja książki

Witajcie kochani!

Już szybkimi krokami zbliżają się upragnione przez każdego ucznia wakacje. W końcu znajdujemy wolną chwilę na czytanie i relaks, a przede wszystkim oszczędzamy sobie stresu. Przyznam Wam się szczerze, że podczas roku szkolnego staram się w pełni oddać nauce choć nie zawsze to wychodzi. Bo przecież dlaczego by tak podczas nudnej lekcji fizyki nie mieć schowanej pod ławką książki i czytać ukradkiem? :) Znacie to? Ja aż za dobrze. Cóż, dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję lekkiej, przyjemnej książki, która spodoba się wielu dziewczynom, które skrycie wierzyły, że kiedyś zostaną księżniczkami. Ale czy na pewno takie życie to istna bajka?









Zarys fabuły :


Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…



O Autorce :




Autorka trylogii "Selekcja" będącej na liście bestsellerów New York Timesa. Jak sama mówi, kocha małżeństwo, ciastka i zapach jesieni.



***

Kto by kiedykolwiek pomyślał, że prawdziwą miłość można spotkać podczas wielkiego konkursu zwanego Eliminacjami? Cóż, powiem Wam, iż na pewno nie ja. 
Walka o rękę księcia? Zapewne gdybym była młodszą dziewczynką to wydawałoby się to kuszącą propozycją jednak w obliczu wydarzeń jakie dzieją się na kartach tej powieści tak naprawdę to co ma miejsce w pałacu księcia nie do końca jest spełnieniem marzeń.
W państwie zwanym Illeą panuje system klasowy- Pierwsza klasa to cała rodzina królewska, zaś Szósta klasa jest najmniejszą. America Singer należy do Piątek i jest wybitnie uzdolniona artystycznie. Ma czwórkę rodzeństwa i kochających rodziców, którzy za wszelką cenę chcą zapewnić swoim dzieciom godne życie. Jednak dziewczyna odnalazła swojego wybranka- Aspena. Usilnie kryje go przed rodzicami, by się nie dowiedzieli co tak naprawdę ich łączy dlatego para potajemnie spotyka się w domku na drzewie i razem planuje wspólną przyszłość oraz ucieczkę z domu. Wszystko zaczyna się zmieniać gdy America otrzymuje list od rodziny królewskiej z zaproszeniem do pałacu, aby wziąć udział w Eliminacjach. Dziewczyna nie jest zachwycona tą informacją, lecz pomimo oporów trafia do miejsca, gdzie nie panuje głód, a każda kandydatka może poczuć się jak księżniczka, chodząc w pięknych sukniach i mogąc stanąć u boku przystojnego dziedzica tronu.
America przez cały czas usiłuje zmniejszać swoje szanse na wygraną, ale los chce dla niej inaczej. Powoli zakochuje się w księciu i pomimo początkowej niechęci wbrew samej sobie akceptuje to co dzieje się wokół niej.
Eliminacje są bardzo nagłośnione przez media, stają się pożywką dla wszystkich mieszkańców Illei. Bo tak naprawdę to co pokazują w telewizji nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Uczestniczki zostają powoli eliminowane, więc konkurencja się zaostrza, a przyjaźnie jakie zostały zawarte tracą na znaczeniu gdy stawką jest dogodne życie.
Przyznam Wam szczerze, że główna bohaterka potrafi wytrącić z równowagi. Jest niezdecydowana, waha się przy każdej decyzji co początkowo jest zrozumiałe przy nagłej zmianie otoczenia, ale wraz z rozwojem fabuły staje się najzwyczajniej irytujące. Z drugiej jednak strony mamy interesujące tło dla wszystkich wydarzeń. Bezustanne wojny, niebezpieczna rywalizacja, która może doprowadzić do tragedii i państwo pogrążone w kryzysie ukryte pod fasadą dobra wspólnoty. To właśnie konkurs o rękę księcia ma odwrócić uwagę mieszkańców od otaczającej ich rzeczywistości. 
Książę Maxon tak naprawdę nie jest pysznym i obnoszącym się władzą młodym człowiekiem. To ktoś kto nigdy w swoim życiu nie zaznał miłości, otacza się kobietami jednak nigdy nie miał szansy by porozmawiać z kimś podzielającym jego pasje, kochającym życie i beztroskim. Życie pałacowe to nie jest cudowna bajka. To dorastanie z poczuciem tego, że kiedyś w jego rękach będzie cała władza i on stanie się odpowiedzialny za każdego obywatela państwa. To spore brzemię jakie musi nosić.
Mojej sympatii nie wzbudził Aspen. Jego miłość do Americi wydała mi się jedynie mistyfikacją. Był samolubnym chłopakiem. Wiedział, że America nie chce brać udziału w Eliminacjach, a i tak ją do tego zachęcał. Wymuszał na niej decyzję.
Książkę czytało się niezwykle szybko, to była czysta przyjemność. Choć ma kilka niedociągnięć i nie jest jedną z najlepszych książek jakie udało mi się przeczytać to i tak mam przeczucie, że gdybym wróciła do niej za kilka lat to odnalazłabym coś zupełnie innego niż teraz. Kto wie może nawet dostrzegłabym to co dziś jest da mnie niezauważalne. To ponadczasowa historia ukazująca prawdę o człowieku. Pokazuje też, że stereotypy nie zawsze są słuszne, nie każdy kto dorobił się bogactwa musi być zadufany w sobie. 
Polecam serdecznie ją każdemu!



A Wy mieliście okazję odwiedzić Maxona w jego pałacu? Podobało Wam się tam? Dzielcie się opiniami w komentarzach :)



Życzę miłego, zaczytanego tygodnia Wam wszystkim kochani!

Wasza Adaline



czwartek, 2 czerwca 2016

PREMIEROWO Helen Bryan ,, Oblubienice wojny" - Recenzja książki

Cześć moi drodzy!

Dzisiaj mam dla Was recenzje książki, która zyskała rzesze fanów w Europie. Zachwycało się nią wiele kobiet. Czy również tak było ze mną?  Przekonajcie się :)






Zarys fabuły :

Nic nie zbliża ludzi do siebie tak bardzo jak trudne doświadczenia. Ta stara prawda sprawdza się w przypadku pięciu młodych dziewczyn, które kapryśny los rzucił do małej wioski Crowmarsh Priors, gdzieś w południowo wschodniej Anglii. Alice, Eli,  Tanni,  Evangeline i Frances pochodzą z różnych stron świata i z różnych środowisk. Wspólnie walczą z przeciwnościami losu i ograniczeniami, jakie narzuca im życie w cieniu II wojny światowej. W tej walce wykuwa się ich dozgonna przyjaźń. 
Bohaterki stawiają czoła kolejnym trudnościom- niosą pomoc ludziom ewakuowano z zagrożonego Londynu, przeżywają nocne naloty. Muszą także poradzić sobie z codzienną pracą, która po wyjeździe mężczyzn na front spadła na ich barki. Coraz bardziej angażują się w działania około wojenne. Przeżywają miłości i frustrację, wiodą je lęk i nadzieja. Kiedy po pięćdziesięciu latach cztery z nich spotykają się ponownie, postanawiają z odwagą spojrzeć w oczy prawie sprzed lat i pomścić niewinną śmierć.


O Autorce :

Urodziła się w Stanach Zjednoczonych,  w Wirgini, dorastała w Tennessee, a od wielu lat mieszka w Londynie. Pracowała jako prawnicza i napisała obsypaną nagrodami biografie Marty Washington. Do napisania ,, Oblubienic wojny" zainspirowały ją ,, prawdziwe historie z czasów wojny, opowiedziane przez rodzinę i przyjaciół ze Stanów Zjednoczonych i z Anglii, oraz mało znane historie odważnych młodych kobiet, które przyłączyły się do Kierownictwa Operacji Specjalnych, założonego przez Churchila". ,, Oblubienice wojny " to jej pierwsza powieść. 

***


Na początku chciałabym zaznaczyć coś bardzo wyjątkowego co od razu mnie urzekło, a mianowicie język autorki. Ma na tyle lekkie pióro, że nawet te najtrudniejsze momenty uchwycila w taki sposób, iż czytelnik chce się dalej wgłębiać i wgłębiać w fabułę. Która na dodatek również jest interesująca.
Nudne podręczniki od historii czy to gimnazjalne czy licealne wtłaczają do młodej głowy wiele informacji, które nie zawsze są nam przydatne, najczęściej wkuwamy to na pamięć. Na pewno wielu uczniów uzna to za żmudną pracę i czasami nawet nie wie co czyta. Dlatego właśnie powstają tego typu książki. Bt przekazać wiedzę w przystępny sposób. A jaki przyjemny. 
Bohaterki powieści Helen Bryan wydawać by się mogło - delikatnie kobiety, które spotkał nieprzyjemny los jakim jest wojna, ucieczki i chęć pomocy. To jest prawdziwe bohaterstwo. Potrafiły obudzić w sobie uczucia by pomagać innym nie zważając na własne potrzeby. Kłody rzucane im pod nogi, czasem musiały ugryźć się w język, ale i tak pozostały sobą. W dodatku narodziła się piękna przyjaźń z tych różnych charakterów. Słyszałam kiedyś, że nic nie zbliża człowieka do drugiego niż wspólna okrutna rzeczywistość. Coś w tym jednak tkwi. W tej książce mamy istotę prawdziwej przyjaźni. A ta relacja powraca do nich po latach.
To nie była kolejna naładowana datami i skomplikowanymi definicja mi powieść. Tutaj każdy znajdzie cząstkę siebie, nawet ktoś kto za tematyka wojenna nie przepada. To jest prawdziwa lekcja życia spisana na kartach naprawdę niezwykłej książki. Warto po nią sięgnąć. 
Osobiście gdybym miała wybrać jedną kobietę, która zyskała moja sympatię to byłaby Evangeline, momentami temperamentna. Zpuentować moją opinie można to tylko w jeden sposób.

Nic nie rezerwie więzi przyjaźni i lojalności wykutych w wojennych czasach. 



Za książkę  serdecznie dziękuję wydawnictwu Helion. 
Chcielibyście sięgnąć po ,, Oblubienice wojny " ? Uważam,  że naprawdę warto. Mama nadzieje, że za czerpie cie z lektury tyle przyjemności co ja, bo tutaj Wam powiem szczerze- bardzo trudno pisać mi recenzje by nie zapedzic się z rozpisywaniem, a tym samym nie popsuć nikomu wrażenia z lektury. Więc życzę Wam miłego zagłębienia się w fabułę! 


Wasza Adaline