niedziela, 24 kwietnia 2016

Kącik rozmyślań #2 ~ Moja przygoda z czytaniem

Ten post chciałabym poświęcić moim pewnym refleksjom z perspektywy czasu. Od kiedy zaczęłam interesować się książkami? Czy intensywne czytelnictwo zrodziło się od samego początku, a może kształtowało się latami? Postaram się dzisiaj Wam mniej więcej streścić jak to wszystko wyglądało i jak to wygląda obecnie :)





Wszystko zaczęło się już w drugiej klasie szkoły podstawowej. Książki towarzyszyły mi od dziecka. Mój tata i wujkowie bardzo dużo czytali, a tą miłość wszczepiła im mama. Babcia z zawodu nauczycielka kompletowała przez wiele lat biblioteczkę, zazwyczaj w klasyki literatury i książki historyczne. Proza była w moim domu obecna wszędzie i pamiętam jak tata opowiadał mi o wieczorach jakie spędzał przy książkach, o nieprzespanych nocach. Był również stałym bywalcem naszej miejscowej biblioteki, a tak wynajdywał perełki, które do dziś pozostają jego ulubionymi pozycjami. Gdy miałam siedem lat, a było to na przełomie drugiej klasy szkoły podstawowej po raz pierwszy odwiedziłam szkolną bibliotekę. Dotychczas oglądałam tylko półki w domu, a wówczas miałam przed sobą rozmaite książki, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ja, będąc jeszcze dzieckiem uczącym si,ę czytać, zaczęłam od prostej lektury, czyli ,,Smerfów''. Pochłonęłam te książki błyskawicznie i pamiętam jak na konkursie plastycznym już w trzeciej klasie rysowałam Gargamela i Papę Smerfa. Te wszystkie ilustracje, przygody były na tyle fascynujące, że chciałam poznać także bohaterów innych książeczek. I tym sposobem w moje ręce wpadła ,,Pyza na polskich dróżkach''. Kiedy sama nie chciałam czytać to prosiłam mamę i przed snem razem odkrywałyśmy z Pyzą nowe ścieżki. Wtedy już powoli zaczęłam sięgać po książki dla młodzieży. Będąc w ostatniej klasie szkoły podstawowej przeczytałam prawie całą serię ,,Z pętelką'' polskich autorek, a w pierwszej klasie gimnazjum ją zakończyłam. To był zdecydowany przełom w moim czytelniczym życiu. Nauczyłam się czytać o wiele szybciej. I przyszła pora na coś bardzo znaczącego dla mnie : sięgnęłam po pierwszą fantastykę w moim życiu. A była to historia młodej czarownicy niestety tytułu nie jestem sobie w stanie teraz przypomnieć, ale odczucia po lekturze na zawsze ze mną zostaną. Ten nowy świat, który się przede mną otworzył, zamknął rozdział jaki nazywam ,,dzieciństwem''. Wraz z czasem pojawiały się na mojej półce książki ambitniejsze. Przyznaję się bez bicia, że nie udało mi się przeczytać wszystkich lektur gimnazjalnych, ale usprawiedliwiam się faktem, iż przede wszystkim czytałam to co chcę. nikt mnie do tego czytania nie zmuszał. Będąc szczerą, nie czuję się też jakoś uboga o wiedzę z lektur szkolnych.
Wielokrotnie w moich postach przewija się seria Cassandry Clare, zarówno ,,Diabelskie Maszyny'' jak i ,,Dary Aniola''. To również książki, które ukształtowały mnie czytelniczo, bo uświadomiły mnie jeszcze bardziej, że to właśnie fantastyka jest tym co szukam w literaturze. Tak pozostało do końca gimnazjum i nic się nie zmieniło do dziś. Fakt faktem u mnie panuje spory rozstrzał czytelniczy. Nie zamknęłam się tylko na jeden gatunek i z przyjemnością czerpię inspirację z najprzeróżniejszych książek.
Czym tak naprawdę dla mnie jest książka? Miejscem spokoju umysłu. W książce każdy z nas może być kimś innym, utożsamić się z bohaterem i przeżywać jego przygody. Nasza wyobraźnia jest na tyle wykształcona, że potrafi produkować obrazy o jakich tylko można pomarzyć. Nie da się jej zastąpić gotową kompozycją widzianą w telewizji czy w komputerze. A przede wszystkim książka bawi przez naukę. Pozbywając się literatury, pozbywamy się możliwości sprawiania sobie niewiarygodnej frajdy. I tak właśnie ja traktuję książkę. Czytam w autobusie, na spacerze, w domu, w ogrodzie i na polu. Jestem nałogowym czytelnikiem i jestem z tego dumna.

Bo przecież czytanie to najpiękniejsza zabawa jaką ludzkość może sobie wyobrazić!


Jakie są Wasze historie? Od czego zaczęła się Wasza przygoda z książkami? Podzielcie się swoimi myślami w komentarzach!


PS. Zaszaleliście wczoraj z okazji Światowego Dnia Książki? Ja sobie odpuściłam i na początku następnego miesiąca mam zamiar zaopatrzyć moją biblioteczkę o kilka nowości :)


Zaczytanego dnia moi drodzy i dużo uśmiechu!

Wasza Adaline

4 komentarze:

  1. Też zaczęłam czytać jako dziecko, tyle że u mnie nie były to "Smerfy", raczej jakieś "Kamilki", "Frankliny" czy "Martynki". Pamiętam też, że miałam przepiękną kolekcję baśni nagranych na kasety, które czytali polscy aktorzy. Mama zawsze puszczała mi jedną przed snem, tak bardzo czekałam na te chwile, miały w sobie tyle uroku, że nawet nie masz pojęcia ;) Clare jeszcze nie znam, choć od dłuższego czasu obiecuję sobie, że przeczytam "Diabelskie maszyny".

    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na mój nowy cykl,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa historia!
    Moja przygoda zaczęła się od "Dzieci z Bullerbyn" xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne zdjęcie, wiesz. Moja przygoda rozpoczęła się dość późno, lecz od Harrego Pottera jak byłem w 1-2 klasie podstawówki. I od tego czasu jestem fanem wszystkiego fantasy. A mój Dzień książki niestety bez kupna lecz z czytaniem tej poleconej od ciebie ( i teraz rozkmina kto ja ) a teraz ci podpowiem. Pozdrowienia z malajn na kararajbach

    OdpowiedzUsuń
  4. W dzieciństwie lubiłam książki - tata czytał mi bajki, potem sama też lubiłam je czytać. Do dzisiaj mam pewne książki, które dostałam, będąc dzieckiem. A potem przyszła szkoła, która wszystko popsuła i na lata zniechęciła do czytania dla przyjemności. :/ Czytałam bardzo rzadko sama z siebie. Dopiero po studiach mi się odmieniło na dobre i od tamtej pory jestem prawdziwą książkoholiczką. :)

    Nominowałam Cię do całkiem nowego tagu:
    http://zaczytana-dolina.blogspot.com/2016/04/ta-ksiazka-powinna-tag.html

    OdpowiedzUsuń