piątek, 18 sierpnia 2017

R.K. Lilley ,,Uziemieni'' - Recenzja książki

Dzień dobry!

Po raz pierwszy od dawna poczułam urok wczesnego wstawania i oglądania tego jak świat budzi się do życia. Powiem Wam, że wspaniałe uczucie wtedy ogarnia człowieka, zatem polecam wczesne pobudki :) A tym razem opowiem Wam co nieco o zwieńczeniu serii, której bohaterowie poznali się w przestworzach...





,,Uziemieni''

           Kategoria: Romans, erotyka
            Seria: W przestworzach (tom III)
Wydawnictwo: Editio
           Data wydania: maj 2017
      Autor: R.K. Lilley
                          Cena okładkowa: 39,90 złoty





Zarys fabuły:

 Trzecia część bestsellerowej trylogii, opowiadającej o namiętnej miłości Jamesa i Bianki!

Choć dzieli ich wszystko, nie mogą oprzeć się wzajemnemu przyciąganiu. On — bogaty, inteligentny i władczy mężczyzna z trudną przeszłością i magnetycznym spojrzeniem. Ona — chłodna i wyniosła stewardessa, skrycie marząca o miłości. Poznają się w trakcie lotu. On wprowadzi ją w pociągający świat dominacji i ekstazy, ona pokaże mu, czym jest prawdziwa miłość.
Historia Jamesa i Bianki zmierza w stronę burzliwego zakończenia.

Bianca nie jest w stanie zaprzeczyć swoim uczuciom. James zdał sobie sprawę, że Bianca jest dla niego najcenniejsza. Dziewczyna decyduje się zamieszkać z zabójczo przystojnym i magnetycznym miliarderem, chociaż przeczucia mówią jej, że niebezpieczeństwo jeszcze nie zostało zażegnane... Bianca nie może pozbyć się przeczucia, że czyha na nią niebezpieczeństwo. Przyszłość jest mglista i pełna niewiadomych, a przeszłość kochanków nie daje o sobie zapomnieć.
Jak będą wyglądały ich pierwsze wspólne kroki w chmurach i jak zakończy się ich gorący, podniebny romans? Zatrać się w namiętności, strachu i mrocznych sekretach. Poznaj finał niebiańskiej miłości i pozwól zabrać się na ostatni lot!

źródło opisu: http://helion.pl/ksiazki/uziemieni-r-k-lilley,uziemi.htm
 

***

Po literaturę erotyczną sięgam rzadko, ponieważ jest ona dla mnie tylko i wyłącznie formą odpoczynku i uwolnienia umysłu od głębszego myślenia. Z takim też założeniem podeszłam do ,,Uziemionych'', więc nie oczekiwałam zbyt wiele o tej powieści.
Znów wracamy do rzeczywistości pięknej stewardessy i obserwujemy rozwój jej związku z Jamesem. Na jaw wychodzą kolejne brudy z jego przeszłości, a Bianca zostaje wrzucona w ten wir i nie wiadomo czy poradzi sobie z taką dawką informacji. 
Jak w dwóch poprzednich tomach to Bianca denerwowała mnie najbardziej, tak tym razem muszę przyznać, ze James objął prowadzenie. Tak apodyktycznego i władczego mężczyzny nie spotkacie w żadnej innej książce, a Grey przy nim wymięka. Momentami miałam ochotę rzucić książkę w kąt albo przekartkować strony gdzie tylko on się pojawiał. Oczywiście były momenty kiedy okazywał wiele czułości i troskliwości Biance co mnie nieco uspokajało. Co mogę zaliczyć na plus to w tym tomie możemy bliżej poznać relację łączącą Stephana z Biancą. Pojawiają się retrospekcje z przeszłości. Widać jak silna więź łączy tę dwójkę i jak wiele są w stanie dla siebie poświęcić. Prawdziwa damsko-męska przyjaźń.





Coś co również mnie się bardzo podobało to wątek z podróżą do Japonii. Autorka ze szczegółami opisała miejsca gdzie byli nasi bohaterowie, nie szczędząc tam pikantnych szczegółów. 
Lekkie pióro R.K. Lilley sprawia, że książkę połykamy w mgnieniu oka, a ostatnie strony jeszcze szybciej. Były momenty napięcia, były momenty wzruszenia. Podsumowując, mogę Wam tą serię polecić jako doskonałe oderwanie się od rzeczywistości. Przebrnęłam przez kilka powieści erotycznych, które coraz to częściej możemy oglądać na naszym polski rynku i ,,W przestworzach'' jest jedna z lepszych choć co warto zaznaczyć, nie należy mieć wygórowanych oczekiwań wobec tych książek. Nie mniej jednak, miłe czytadło.


Zakochałem się najpierw w twoich oczach, gdyż dostrzegłem w ich głębi drugą połowę swojej własnej duszy.


Czytaliście poprzednie części serii ,,W przestworzach''? A może lubicie inne książki z literatury erotycznej? 
Zapraszam serdecznie na recenzje dwóch poprzednich tomów:

Tom I 



Zaczytanego dnia!

Wasza Adaline

wtorek, 15 sierpnia 2017

Magdalena Witkiewicz ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie'' - Recenzja książki

Kochani!

Wakacje nieodłącznie kojarzą nam się z ciepłym klimatem, słońcem i piaskiem pod palcami. Ale to nie są jedyne oznaki trwającego lata. Ta pora roku obfituje w przepyszne owoce, wszelakich kolorów, które ozdabiają nasze stoły i zachwycają podniebienia. Uwielbiam wiśnie, maliny oraz dojrzewające w słońcu czereśnie. I dzisiaj właśnie opowiem Wam co nieco o tym dlaczego czereśnie muszą chodzić parami. Zapraszam!





,,Czereśnie zawsze muszą być dwie''

Kategoria: Literatura polska, powieść obyczajowa
Seria: --
Wydawnictwo: Filia
           Data wydania: 10 maja 2017
          Autor: Magdalena Witkiewicz
                    Cena okładkowa: 36,90 złoty





Opis książki:

 Drzewo czereśni potrzebuje
innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce.
Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.

Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens.

Powieść o przeszłości zaklętej w każdym dniu i o darach, które otrzymujemy od losu, jeśli patrzymy także sercem…

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz to historia o tym, że nawet najbardziej niepozorna decyzja wpływa na nasze życie, a przeszłość zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości. 

 źródło: lubimyczytac 


***

Niejednokrotnie podkreślałam to w recenzji pierwszej książki tej autorki, którą miałam przyjemność przeczytać, ale nie omieszkam wspomnieć o tym również tutaj. Magdalena Witkiewicz czaruje słowem i tworzy opowieść rodem usnutą przez miłą, starszą kobietę, która opowiada nam jak los splótł dwójkę ludzi, w jaki sposób zmieniło to ich życie. Tym razem historia została zamknięta w starej willi, którą wynajmuje młoda, zagubiona w swoim życiu kobieta Zosia Krasnopolska. Jest to bohaterka, której w szkole śmiało można było podpisać miano ,,kujona''. Zawsze słuchała rodziców, była grzeczną dziewczyną z ambicjami. Pewnego dnia jednak pewne wydarzenia zaprowadzą ją do domu pani Stefanii i wtedy nasza opowieść nabiera tempa. Starsza kobieta staje się najlepszą przyjaciółką dziewczyny, a zarazem jej spowiednikiem. Spędzają ze sobą wiele czasu i każda wolna chwila jest dla nich przyjemnością. Dlatego dziewczyna postanawia po śmierci kobiety wyremontować starą willę i zasnuć się w miasteczku z dala od ciągnącej się przeszłości. Nie wie jednak ile tajemnic skrywa za sobą oraz jak wielka miłość została pogrzebana za jej murami.
Po raz kolejny Pani Magda udowadnia, że polska scena pisarska pod względem książek obyczajowych ma się wręcz kapitalnie. ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie'' to lekka lektura, którą przeczytamy w mig, ale wspomnienia i rozważania jakie towarzyszą nam podczas czytania pozostają z nami aż do samego końca. Do bohaterów z początku trudno jest się przywiązać, bo każde z nich jest nieodgadnione, ale im dalej brniemy w książkę tym coraz ciężej znosimy szczuplejącą ilość stron. Z Zosią utożsamiam się w wielu aspektach i naprawdę od razu zdobyła moją sympatię. Również zyskał ją później Szymon. Ujął mnie sposób w jaki autorka przedstawiła jego postać. Zdarzyło mi się uronić łzę podczas czytania rozdziału z jego retrospekcji życiowych. Mimo iż książka ma pewien schemat to tak ciepłej i romantycznej lektury nie czytałam już od dawna. Magdalena Witkiewicz w tak prostą historię wplotła bardzo istotne sprawy takie jak radzenie sobie ze śmiercią ukochanej osoby, dokonywanie złych lub dobrych wyborów. Każda osoba jaką los nam stawia na drodze ma pewien wkład w nasze życie i to właśnie pięknie zaprezentowała autorka. Ta powieść jest słodko-gorzką lekturą, bo mimo lekkiego tonu zdarzyło mi się uronić łzę i to nie jedną. Przeżywałam tę powieść przez długi czas, ale nie żałuję ani chwili poświęconej lekturze. I mam nadzieję, że to nie ostatnia książka pani Witkiewicz jaka wpadła w moje ręce.


A Wy czytaliście jakąkolwiek książkę Magdaleny Witkiewicz? Czy ,,Czereśnie...'' są już za wami? Piszcie komentarze, z przyjemnością poczytam :)

Za książkę serdecznie dziękuję mojej Mamie, która wie jak przekazać mi to co najpiękniejsze.

Życzę Wam książkoholicy dobrego, zaczytanego dnia i samych dobrych lektur do pożerania.

Wasza Adaline  

niedziela, 6 sierpnia 2017

FILMOTEKA - ,,Aż do kości'', czyli o potrzebie bycia akceptowaną

Dzień dobry kochani!

Temat zaburzeń odżywiania jest coraz to bardziej popularny, a za sprawą nowej produkcji Netflixa poznajemy go od podszewki i zaczynamy rozumieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Zatem o co chodzi?






Film przedstawia historię nastoletniej Ellen, która zmaga się z problemami odżywiania. Notorycznie się głodzi, wykonuje katorżnicze ćwiczenia, które powodują siniaki na jej plecach oraz uporczywie liczy kalorie, sprawdzając przy okazji stan swojej wagi. Dziewczyna przeszła przez wiele ośrodków oraz terapii jednak wszystkie kończył się tym samym, czyli brakiem poprawy w jej stylu życia. Dodatkowo jedyną osobą na którą może liczyć Ellen jest jej siostra, ponieważ zarówno matka jak i ojciec z macochą nie potrafią zrozumieć dziewczyny, rozdmuchują temat i rzucają jedną, tą samą radą : ''Zacznij po prostu jeść''. Niestety, nie jest to takie łatwe jak im się wydaje. Ellen trafia do ośrodka doktora Williama Beckhama, gdzie poznaje innych anorektyków. Lekarz słynie z niekonwencjonalnych metod leczenia. 
Czy dziewczynie uda się wrócić do stanu sprzed choroby? Czy odbuduje szwankujące relacje z rodziną?


 Nie mogłam jeść, i to nie z obawy przed utyciem, ale dlatego że dusił mnie ten chory, smutny świat. Wypełniał mnie i nie pozostawiał miejsca na jedzenie.- Judith Fatallah


Anoreksja jest chorobą z którą zmaga się wiele nastolatek. Pozornie każdemu z nas wydaje się, że zna tę chorobę, że przyczyny jej powstania w umyśle, bo to choroba głównie psychiczna, są oczywiste. Jednak ten film dokładnie pokazuje, że to co dotychczas wydawało nam się oczywiste, zaczyna skłaniać nas do refleksji. Produkcja bywa momentami przekoloryzowana, przedstawiona nieco bardziej jako oderwanie od rzeczywistości, ale ten film jest przede wszystkim podróżą po umyśle anorektyczki. Obserwujemy to co rodzi się w jej głowie, a miedzy wierszami możemy wyczytać co tak naprawdę jest przyczyną tego, że Ellen nie je.
,,Aż do kości'' powstał z pomocą osób z anoreksją co nadaje mu bardziej realnego charakteru. Na uznanie zasługuje tutaj Lily Collins, która stanęła na wysokości zadania, a autentyczności nadała jej nie tylko charakteryzacja, ale świetna gra aktorska. Alex Sharp jako Luke był takim jedynym, naprawdę pozytywnym akcentem tego filmu. Chłopak, którego wielką pasją jest taniec, zaczyna rozmawiać z Ellen i pomiędzy nimi rodzi się uczucie, ale nie jest to płytka relacja. Raczej coś metafizycznego. Widać również różnicę między nimi. Zmagają się pozornie z tym samym problemem, ale każde z nich jest inne. Do tego cały wątek z domem terapeutycznym. Miejscem, gdzie lekarz nie skupia się na chorobie pacjenta, a na samej jego osobie. Wyciąga z nich to co najlepsze i uczy kochać życia. 
Film jest smutny mimo dobrego zakończenia. Jest poważny i istotny dla każdego człowieka. Wydaje mi się, że każdy kto choć trochę chce zrozumieć istotę anoreksji powinien ten film obejrzeć i wyciągnąć wnioski. Naprawdę dobry film skłaniający do refleksji.


A Wy znacie ten film? Podobała Wam się Lily Collins w roli Ellen? Piszcie w komentarzach.

Życzę Wam miłego dnia

Wasza Adaline


środa, 2 sierpnia 2017

O lekturach obowiązkowych słów kilka + co sądzę o spisie lektur szkolnych według nowej podstawy programowej

Kochani książkoholicy!

Niektórzy mają je z sobą, inni właśnie napawają się okresem ich trwania, a jeszcze inni dopiero będą doświadczać ich prawdziwego smaku. Wakacje. Czas wolny, czas leniuchowania i leżenia do góry brzuchem. Przez przysłaniające promienie okulary przeciwsłoneczne, widzicie tytuł posta i myślicie: "Dziewczyno, nie masz litości?!'' Otóż ją mam i z tego miejsca przekonam Was, że ten temat nie musi nieodłącznie kojarzyć się z wizerunkiem polonistki w podeszłym wieku, dzierżącej linijkę w dłoni, nudnych lekcji języka polskiego czy koszmarnych kartkówkach z treści.




Po wakacjach wybieram się do trzeciej klasy liceum, zatem mam za sobą pewien bagaż doświadczeń związany ze szkolnymi lekturami. Przestarzałe okładki, które kryją za sobą nie zawsze ciekawą treść mogą nie jednego ucznia przyprawić o zawrót głowy. Przede wszystkim nie łudźcie się, że jak przeczytacie każdą lekturę szkolną to wyrośniecie na geniuszy, bo bazując tylko na takim zestawie, gwarancja kapitalnej przyszłości nie jest w Waszej kieszeni. Dodatkowym minusem, dla którego polski system oświaty znalazł rozwiązanie, jest kanon lektur. Dotychczas niezmienny od lat zestaw książek zamiast zachęcać młodzież do sięgnięcia po ciekawe lektury raczej budził niechęć. Do końca życia będę wdzięczna mojej polonistce z gimnazjum za to, że do standardowego kanonu, dorzucała jeszcze powieść młodzieżową bądź jakiś kryminał- zawsze było to urozmaiceniem dla ucznia i skłaniało go do dyskusji o przeczytanej książce. Czyli jak najbardziej zachęcało do czytania.
Inną sprawą są książki klasyczne dla danego gatunku. Otrzymawszy od swojej polonistki zestaw lektur obowiązkowych pokręciłam nosem i unosiłam ze zdziwieniem brwi. Wiadomo, lektury ogwiazdkowane przeczytać należy, ponieważ są one niezbędnikiem do zdania matury z tego przedmiotu. Ale okrajanie spisu do nich nie zawsze jest dobrym sposobem. ''Mistrz i Małgorzata'' jest lekturą pojawiającą się na rozszerzeniu z polskiego zatem osoby na poziomie podstawowym omijają tę lekturę szerokim łukiem. A to jest błędem, ponieważ możemy w niej odnaleźć masę motywów i nawiązań co może stanowić przykład dla maturzysty do rozprawki. Zgadza się?




Wracając jeszcze na chwilę do klasyków i lektur ogwiazdkowanych. Moją radą dla Was jest podchodzenie do tych lektur zadaniowo. Przyjemności z ich czytania czerpać nie musicie, ale jeśli wiecie, że trzeba ją przeczytać, by móc uzyskać dobrą ocenę, bądź lepszy wynik na końcowym egzaminie to nie wahajcie się i sięgnijcie. Obierzcie sobie taki cel. W moim przypadku taką książką była ''Lalka''. Podeszłam do niej czysto ''naukowo'', a ostatecznie zyskała miano jeden z moich ulubionych lektur. Inną kwestią są audiobooki czy ekranizacje, choć te ostatnie nie zawsze gwarantują dobre zapoznanie się z lekturą. Ale audiobook- jak najbardziej, a przyjemny głos lektora może pomóc w przyswojeniu treści.




Świetnym odpoczynkiem od zawiłego języka i przydługich opisów mogą być propozycje lektur książkowych jakie moglibyśmy przeczytać w wakacje bądź  w długie weekendy. Kto z Was zagląda do swoich podręczników z polskiego? Wiele z nich podaje propozycje kilku książek jakie można przeczytać, a które poruszają konkretny problem jaki można rozważać. A to powieści bardzo często wciągają do ostatnich stron. Choćby odnalezione przeze mnie ''Wichrowe wzgórza'' jako książka z nieszczęśliwą miłością.


Nowa reforma oświaty- TAK czy NIE?


Poruszę tutaj tylko kwestię lektur szkolnych. I tutaj jestem zdecydowanie na TAK. Lista jest zróżnicowana i zawiera wiele książek, które zachęcą młodzież do sięgnięcia po nie. Przede wszystkim znajdziemy tam zarówno książki starsze jak i nowsze. Tym samym nie jesteśmy zasypani ciężkimi w odbiorze starszymi lekturami, ale mamy również okazję odsapnąć od trudów języka. Czyli to o co nam najbardziej chodzi.




Są wśród książkoholików i czytelników zwolennicy jak i przeciwnicy lektur. Inni czytają każdą lekturę, a jeszcze inni oglądają każdą ekranizację. Ile ludzi tyle sposobów. Ale pamiętajcie przede wszystkim, że czytacie dla siebie samych. A jeśli nie przypada Wam do gustu język to podejdźcie do lektury jak do celu jaki należy osiągnąć, by pozyskać pewne korzyści. Kto wie, może pośród tylu ksiazek znajdziecie taką, która zostanie z Wami na całe życie?


Zaczytanego dnia!

Wasza Adaline 



sobota, 29 lipca 2017

Gilmore Girls Book Tag

Cześć wszystkim!

Większość z Was pewnie wie, jak bardzo w ostatnim czasie oszalałam na punkcie serialu, który w Polsce figuruje pod nazwą ,,Kochane kłopoty''. Z radością oglądam kolejne odcinki, śledząc losy matki i córki. Tak ukochałam sobie ten serial, że postanowiłam przetłumaczyć TAG książkowy, który na swój kanał wrzuciła Zoe ( link do jej filmiku znajdziecie tutaj)
Przepraszam z góry jeśli w tłumaczeniach będą pewne niedociągnięcia, ponieważ robiłam to po raz pierwszy.






Więc zaczynamy od pytania numer jeden :)





Tutaj wskazałabym Joannę Chyłkę, bohaterkę z cyklu prawniczego Remigiusza Mroza. Odznaczała się ona dość nietypowym poczuciem humoru i pewną dozą sarkazmu, ale mimo wszystko jest to jedna z moich ulubionych postaci, która przewija się na kartach książek pana Mroza


]


Portret Doriana Greya  Oscara Wilde'a wydaje mi się jedynym, najsłuszniejszym wyborem. Nie czytam zbyt wielu klasyków nad czym ubolewam i co staram się od tego roku zmienić, ale podczas lektury tej książki naprawdę stwierdziłam, że to kawał dobrej literatury. To opowieść o tajemnicy wiecznej młodości ukrytej w obrazie. Polecam gorąco wszystkim.




Wydaje mi się, że nie ma takiej książki, ponieważ wszelkimi perełkami dzielę się tutaj z Wami otwarcie. Ale mogę wskazać tutaj Zmierzch Stephanie Meyer z racji, iż pałam do niej ogromnym sentymentem i z chęcią wracam do historii ukrytej na kartach powieści. Jest to część mojego dzieciństwa, czyli jednego z najprzyjemniejszych okresów w życiu człowieka, więc mogę tutaj spokojnie oświadczyć, że od dzisiaj przestanę bać się przyznawać, że te książki mi się podobają.




Powieść Colleen Hoover Maybe Someday jest przepełniona muzyką dlatego wskażę tutaj Ridge'a, czyli głównego bohatera. Wiecie jak to mówią- ,,Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą''. Akurat pod tym stwierdzeniem mogę się podpisać, bo ta postać trafiła na listę moich ulubionych męskich bohaterów w dodatku moja wrażliwość na muzykę spotęgowałą miłość do tej książki.




Gilbert Blythe z powieści Lucy Maud Montgomery Ania z Zielonego Wzgórza. Pewnie nikogo to nie zdziwiło, bo naprawdę uwielbiam Gilberta. Niestety, do tej pory miałam styczność z ekranizacją tej ksiązki oraz sporymi fragmentami, ale obiecałam sobie, że w te wakacje co najmniej dwa tomy muszę przeczytać. Bo Gilbert nie będzie czekał wiecznie.




Taką książką była Fangirl Rainbow Rowell. Pamiętam do dziś jak siedziałam pod kołdrą, z latarką w telefonie i dosłownie pochłaniałam strona za stroną tej powieści. Mimo iż nie utkwiła mi w pamięci tak bardzo i okazała się raczej lekką jednotomówką to ,,pożarcie'' jej było naprawdę miłym doświadczeniem.




Tutaj przy tym pytaniu mogę pokusić się o lekturę, bowiem Lalka Bolesława Prusa jest jedną z milej wspominanych przeze mnie lektur. Oczywiście, nie generalizuję, bo wiem, że wielu osobom ta książka również się podoba jednak w moim otoczeniu zbierała dość sporo negatywnych opinii. Początkowo też wliczałam się w poczet hejterów dzieła Prusa, ale to się zmieniło i do teraz bardzo cenię tą powieść.




Dziewczyna z pociągu Pauli Hawkins. Nie czytałam tej powieści i nie zamierzam na chwilę obecną zmieniać tego, ponieważ zbiera dość sporo złych recenzji. Nie lubię również sięgać po powieści tak głośno polecane w mediach oraz przez innych poczytnych autorów jak między innymi Stephen King, który poleca tą książkę. Mam wrażenie, że jego rekomendacje są nawet na największych gniotach. Kategorycznie odmawiam.




Jak wiemy, ksiazki u nas w Polsce z reguł są drogie i tego stanu rzeczy nie zmienimy. Ale jakbym miała wskazać najdroższą książkę w mojej biblioteczce to byłaby to Diuna Franka Herberta. Jest to powieść przepięknie wydana, w twardej oprawie z obwolutą i miękką w dotyku, złotą okładką. Prawdziwa gratka dla każdej okładkowej sroki.




Pani Wiesi z książki Pracownia dobrych myśli zdarzało się być rozdrażnioną i nieco spiętą w niektórych sytuacjach. Ale mimo wszystko wciąż była pełną humoru staruszką częstującą swoich sąsiadów nalewką z malin.


I to były wszystkie pytania z tego TAGu. Nominuję każdego do jego wykonania i z chęcią zobaczę Wasze odpowiedzi na pytania. Linki do postów możecie podać mi w komentarzach, z chęcią zajrzę na Wasze blogi. 
A tymczasem wracam do kawy i ,,Kochanych kłopotów''

Miłego, zaczytanego dnia!

Wasza Adaline 









 
 

sobota, 22 lipca 2017

Ksiądz Jan Kaczkowski i Piotr Żyłka ,,Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość''- Recenzja książki

Cześć kochani!

Dzisiaj opowiem Wam o księdzu. Nie, oczy Was nie mylą. A przede wszystkim, nie o byle jakim księdzu, ale o kimś kto zawojował media i z pewnością jego uśmiechniętą twarzyczkę znacie. Niesamowicie religijny, ze świetnym poczuciem humoru i mający w sobie duże pokłady siły oraz samozaparcia.



,,Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość''

Kategoria:Biografia/autobiografia
Seria: --
Wydawnictwo: WAM
           Data wydania: 22 kwietnia 2015
          Autor: ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka
                    Cena okładkowa: 34,90 złoty







Opis książki:

 Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Autobiografia, biografia, wspomnienia.

Jeden z najbardziej lubianych polskich księży w rozmowie życia.

Ceniony za swój autentyzm, odwagę i szczerość. Podziwiany zarówno przez katolików, jak i niewierzących. Sam o sobie mówi, że jest onkocelebrytą, czyli człowiekiem znanym głównie z tego, że ma raka. Zanim się o tym dowiedział, wybudował hospicjum w Pucku.

W szkole nie chodził na religię. Gdy już zyskał pewność do swojego powołania - odrzucili go jezuici (Niech żałują!). Kłopoty ze wzrokiem prawie uniemożliwiły mu święcenia (- A pieniądze widzi?; - Widzi!; -To święcić!)

W inspirującej rozmowie z Piotrem Żyłką ks. Jan zdradza źródła swojej niesamowitej energii i nieskończonych pokładów optymizmu. O swoim życiu i polskim Kościele mówi z odwagą i dystansem osoby, która pokonała własny strach. Wzruszające do łez świadectwo człowieka, który wie, że być może nie zostało mu wiele czasu. 

***

Tyle razy ile ja się zaśmiewałam podczas lektury tej książki to nie jesteście w stanie zliczyć na wszystkich palcach jakie posiadacie. Czułam od stron wręcz bijące ciepło z sylwetki księdza Kaczkowskiego. Czytanie tej biografii było jak siedzenie w przytulnej księgarni gdzieś w Krakowie, przy kubku herbaty, wsłuchując się w historię życia tak inspirującej osoby jaką był ksiądz Jan. Opowiada w niej począwszy od dzieciństwa, przez okres nastoletni, seminarium aż do teraz, wplatając w historię relacje z rodzicami, rówieśnikami, a później podopiecznymi hospicjum. Nieraz ksiądz bez żadnego skrępowania opowiadał o kontrowersyjnych tematach dotyczących wiary czy instytucji kościelnej ogólnie. Cała przeprowadzona rozmowa z Piotrem Żyłką była szczerym wyznaniem i można się pokusić o słowo świadectwem tego niezwykłego człowieka. Przede wszystkim to postać głęboko religijna, odnosząca się z szacunkiem do eucharystii, jednak warto nadmienić, iż kierował się zdrowym rozsądkiem i był niewątpliwie prostolinijny. Wprost mówił to co myśli i nie bał się głosić własnych poglądów. Szczególnie inspirująca jest jego działalność w hospicjum. Śmiało rozmawiał nawet z najmłodszymi, zbierał dzieciaki do pomocy i przede wszystkim rozumiał i chciał zrozumieć każdego. 
Ta książka jest totalną mieszanką uczuciową. Na jednej stronie zalewacie się łzami ze śmiechu, zaś na innej nabieracie powagi i nawiedzają Was refleksje. ,,Życie na pełnej petardzie..'' warto przeczytać by poznać choć trochę historię księdza, którego niestety już nie ma pośród nas, a który mógł pochwalić się naprawdę niezłą karierą medialną jako osoba duchowna. Gorąco polecam nie tylko osobom wierzącym, bo Jan Kaczkowski to nie był tylko ksiądz. To był co najważniejsze człowiek o wielkim sercu.

Znaliście postać księdza Kaczkowskiego? A może czytaliście inne jego książki? Z przyjemnością poznam Wasze opinie na ten temat.

Dobrego, zaczytanego dnia kochani!

Wasza Adaline

wtorek, 18 lipca 2017

Colleen Hoover ,,Confess''- Recenzja książki

Witajcie kochani!
Doczekałam się wreszcie upragnionego wyjazdu nad morze i właśnie korzystam z uroków nadmorskiej, uroczej miejscowości. Pogoda jak na razie dopisuje, więc nie narzekam. Wzięłam ze sobą również kilka pozycji, które mam nadzieję uda mi się przeczytać oraz opowiedzieć Wam o nich słów kilka. Dzisiaj przedstawiam Wam książkę, którą otrzymałam od przyjaciół na moje osiemnaste urodziny. To książka mojej ulubionej autorki zatem z przyjemnością zabrałam się za czytanie. Jak wypadła? Przekonajcie się sami :)
 
,,Confess''

Kategoria: Literatura młodzieżowa,New Adult, romans
Seria: --
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 10 maja 2017
                      Autor: Colleen Hoover
                           Cena okładkowa: 39,90 złoty





Opis fabuły:

 Znajdź w sobie odwagę, by wyznać… SEKRET
PRAWDĘ
MIŁOŚĆ

Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...

Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe. 

***

 Pomysł na książkę doprawdy zainspirował mnie, bo z tego typu historią nie zetknęłam się nigdy. Dlatego z przyjemnością zabrałam się za czytanie tej powieści. Co muszę przyznać nie jest to wybitna lektura, a raczej miłe czytadło na popołudnie, ale mimo wszystko spędziłam z nią fantastycznie wolne chwile. Co jest charakterystyczne dla książek Colleen Hoover to każda z jej powieści jest napisana w lekkim stylu na przekór pozornym ciężkim tematom. Dodatkowo ,,Confess'' jest oparta o prawdziwe historie nadesłane autorce przez czytelników co dodatkowo dodaje jej autentyczności, bo od początku mamy styczność z czymś realnym. Główni bohaterowie, Auburn i Owen, to osoby naprawdę skrzywdzone przez życie. Oboje przeżyli dotychczas wiele przykrych chwil i doznali krzywdy ze strony ludzi, którzy powinni być im najbliżsi. Podziwiam Auburn za jej upór i konsekwentne wyznaczanie sobie celów. Faktycznie, momentami denerwował mnie jej charakter, bo zdarzało jej się być kolokwialną ,,miękką kluchą'', ale przymykałam na to oko i z westchnieniem czytałam dalej. Owen początkowo był dla mnie chodzącą zagadką, nic nie można było wyczytać z jego gestów. Kiedy się poznają Owen zachowuje się jakby znał dziewczynę, ale nie wiemy kiedy, ani w jakich okolicznościach mógł ją spotkać. Im dalej brniemy w historię tym więcej zaczynamy w niej dostrzegać.
Interesującym wątkiem jest samo stworzenie pracowni malarskiej ,,Wyznaję''. Miejsca gdzie ludzie mogą odnaleźć niekiedy bardzo intymne wyznania przeniesione na płótno. Jeśli to kiedykolwiek faktycznie miało miejsce to chciałąbym móc ujrzeć obrazy stworzone na podstawie ludzkich wyznań.
Książkę oceniam jako bardzo dobrą na jeden może dwa wieczory. Szukającym i oczekującym od niej wiele raczej odradzałabym lekturę, bo możecie się zawieść. W mojej opinii jest to jedna z lepszych powieści tej autorki, jednak dotychczas nic nie zepchnęło z pierwszego miejsca mojego ukochanego ,,Hopeless''. 


Mieliście styczność z tą książką Pani Hoover? A może oglądaliście serial? Jeśli macie wyrobione opinie co do serialu to z chęcią poczytam, bo zastanawiam się czy nie zacząć oglądać.

Miłego wakacyjnego wypoczynku i samych pysznych lektur!

Wasza Adaline